sobota, 29 listopada 2014
5. Chciałem być dobrym ojcem
Wróciłam ze spaceru z Kitem. Ostatnio z nim się bardzo zżyłam. Prawie cały wolny czas poświęcamy sobie. Cóż, rodzicom nie powiedziałam o porwaniu. Nie chcę ich martwić. Tak, wiem, że to poważna sprawa, porwanie, próba zabójstwa, ale Calum przekonał mnie. Ostatnie dni miałam "eskortę" do szkoły, w postaci podwózki przez znajomych Caluma. W szkole również pilnują mnie cały czas. Rozumiem, że mają mnie chronić, czy coś takiego, ale chodzić za mną nawet do łazienki? Przecież mam te cholerne 18 lat. Nie muszą mnie wiecznie niańczyć.
Zrzuciłam ulubione Vansy ze stóp, i ruszyłam w kierunku kuchni, by spożyć obiad. Po zjedzeniu makaronu z warzywami i serem, poszłam do pokoju. Ogarnęłam się w garderobie, poprawiłam nieco makijaż, i zeszłam na dół. Ustawiłam aparat na statywie, i zaczęłam "gadać do kamery". Po paru minutach nagrywanie zatrzymało się, więc niechętnie wstałam, by sprawdzić co się dzieje. Jak się okazało, skończyła mi się pamięć na karcie. Niestety nie mam innej, więc włożyłam przedmiot do komputera, by poróżnić go z niepotrzebnych rzeczy. Zastanawiałam się, jakim cudem nie mam pamięci? Przecież nagrałam raptem jeden krótki filmik i zrobiłam parę zdjęć. Postanowiłam pousuwać niepotrzebne mi już materiały, najpierw je sprawdzając. Wszystkie zdjęcia przeniosłam do folderu na pulpicie, i usunęłam już mi nie potrzebne filmy. Na koniec został jeden dosyć długi filmik. Nie widziałam wcześniej tego pliku, nie mam pojęcia skąd on wziął się na mojej karcie pamięci. Podwinęłam rękawy swetra, i kliknęłam dwa razy na plik. Ekran stał się cały czarny, po chwili moim oczom ukazała się postać przywiązana od krzesła, z workiem na głowie. Zszokowana zakryłam usta dłonią, a film leciał dalej. Ktoś podszedł do owej osoby, i wyszarpał jej materiał z głowy. Był to na oko mężczyzna w średnim wieku. Miał widoczny zarost, a ubrania ubrudzone czymś bordowym. Ktoś zza kamery krzyknął w kierunku mężczyzny.
-Mów, kurwa!-
-Rachel... Jestem twoim biologicznym ojcem. Masz teraz...niecały roczek.- Wszyscy poza nim wybuchli nieopanowanym śmiechem, a on kontynuował, nie patrząc na nikogo. Zobaczyłam łzę, lecącą po jego prawym policzku.- Chciałem być dobrym ojcem. Chciałem nauczyć cię jeździć na rowerze. Chciałem nauczyć cię algebry. Chciałem zaprowadzić cię do ołtarza. Niestety, nie zrobię tego. Wybacz mi. Kocham cię.-Zerknął na nich, i zaczął krzyczeć, i wyjątkowo szybo mówić.- Za nic nie słuchaj ich, oni niczego ci nie zrobią, puki będziesz trzymać się gangu Knightów. Nie słuchaj nikogo poza ni-
-Dobra, koniec tej beznadziejnej gadaniny.- Powiedział wysoki mężczyzna ubrany w skórzana kurtkę, przyłożył pistolet do skroni rzekomo mojego taty, i pociągnął za spust. Zamknęłam klapę laptopa, i wybiegłam z walącym sercem na balkon. Oparłam się rękoma o barierkę, i starałam uspokoić oddech. Rachel, ty widziałaś właśnie śmierć. I to twojego ojca. Usiadłam na lodowatych kafelkach, i opierając się o szklaną barierkę podsunęłam kolana pod brodę. Czy to naprawdę mój biologiczny ojciec? Czy to sen? Chcę się obudzić, muszę. Przetarłam mokre oczy, i schowałam twarz w dłoniach. Jak? Czemu o tym wszystkim, dowiaduję się teraz? Kiedy to się skończy? Jak to wszystko jest możliwe? Tysiące pytań, na które odpowiedzi nie uzyskuję.
-Jaki film?!- Powiedział nieco głośniej Calum, kiedy zadzwoniłam do niego, informując o zaistniałym wydarzeniu. Rodzice wrócili niedawno do domu, ale nie na długo, ponieważ mają kolację z jakimś szefem, czy coś.
-Przyjdź to ci pokażę.- Po wypowiedzeniu tych słów, rozłączyłam się. Po parudziesięciu minutach, usłyszałam pukanie, więc wyszłam z pokoju, i skierowałam kroki w kierunku drzwi.
-Um,estem kolegą Rachel. Jest może w domu?- Usłyszałam znajomy głos, a gdy doszłam do drzwi, zobaczyłam mamę i tatę wpatrujących się w Caluma. fml.
-Ekhem, wy możecie już iść. Bo chyba nie chcecie się spóźnić, prawda?- Ostatnie słowo bardziej oznajmiłam, niż zapytałam.
-Oh, tak tak. To my już idziemy, i zostawiamy was. Nie zapomnij wynieść śmieci, skarbie.- Powiedziała mama, i razem z tatą wyszli(wreszcie) z domu, zostawiając niezręczną ciszę.
-Fajni rodzice.- Przerwał ją Knight, uśmiechając się uroczo. Uroczo? Co R? Przestań?
-Chodź, pokaże ci ten filmik.- Pociągnęłam go za sobą do pokoju.
-Cholera.- Powiedział, kiedy skończył oglądać. Ja stałam na balkonie. Nie miałam zamiaru oglądać tego po raz kolejny. Po chwili chłopak dołączył do mnie.
-Myślisz...to mój biologiczny ojciec?- Skierowałam wzrok na nastolatka.
-Tak. Przykro mi, ale niestety oni robią takie, jak i gorsze...rzeczy.- Odwzajemnił kontakt wzrokowy. Odległość między naszymi twarzami malała z każdą chwilą, aż dzieliły nas centymetry. Rachel, nie!
-Mmuszę wynieść śmieci.- Odsunęłam się od chłopaka, i pobiegłam na górę. Cholera jasna, co to miało być? Ten dzień jest jakiś...chory.
Po jakimś czasie zeszłam na dół, by zobaczyć, że chłopaka nie ma w domu. Dzięki bogu...
czytasz=komentujesz
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz