I was born to Darkness, Baby
piątek, 26 grudnia 2014
6. Nie rozumiem cię człowieku
Nim się zorientowałam były już wakacje. Po dostaniu sms'a od Kit'a, złapałam ręcznik, i wyszłam z domu, kierując się do windy. Po zjechaniu na dół, i wyjściu z budynku, przed blokiem stał znany mi samochód, który należał do Caluma. *strój* Wskoczyłam na tylnie siedzenie, rzucając krótkie 'hejka'. Kiedy mniej więcej posadziłam swoje cztery litery między Jade a Troya, dołączyliśmy się do ruchu drogowego. Kit włączył radio, gdzie leciała piosenka One Direction- Kiss me. Chłopcy zaczęli się wydurniać(czyt. darli mordy na pół ulicy, rozbierali się, wysyłać całusy do przechodniów). Po jakimś czasie zorientowałam się, że wyjechaliśmy za miasto. Zaparowaliśmy na parkingu na jednej z bardziej opustoszałych plaż, i zaczęliśmy wypakowywać rzeczy w bagażnika. Chłopcy rzucili wszystko co mieli w rękach(ubrania zdjęli w samochodzie), wskoczyli do wody. My zajęłyśmy się rozkładaniem ręczników, i tym podobnym rzeczy. Po przygotowaniu naszej "oazy", rozebrałam się, nasmarowałam kremem od opalania, i położyłam na brzuchu na ręczniku.
*3 os. POV*
Kiedy Kit wychodził z wody, zauważyła Rachel drzemiącą na ręczniku. Wpadł na pomysł. Złapał na meduzę, która została wyrzucona na brzeg, i podszedł po cichutko do niej. Sprawdził, czy na pewno śpi, i położył stworzenie na plecach dziewczyny.
*Rachel's POV*
Poczułam galaretowate coś na moich plecach, więc bez zastanowienia wstałam, i zaczęłam otrząsać się z obrzydzeniem. Kiedy w miarę się uspokoiłam, zobaczyłam jak reszta płacze ze śmiechu ze mnie. Złapałam za to coś, co przed chwilą było na moich plecach, i rzuciłam w twarz Kita. Zaczęliśmy się ganiać po plaży, aż wskoczyłam na nim do wody.
-Ty kretynie, a jak by to coś mnie zabiło?!- Chlusnęłam mu wodą w twarz.
-To meduza, te są nie groźne, psycholu.Chodź popływać wreszcie!- Powiedział, zanurzając się po wodą.
-A ty gdzie idziesz?- Zatrzymał mnie Troye.
-Zimno mi, idę się wysuszyć,ćwoku.- Wyminęłam chłopaka, i szybo podbiegłam o naszego miejsca. Złapałam pierwszy lepszy ręcznik, i opatuliłam się nim, siadając. Chwilę po mnie z wody wyszedł Calum(jego ciało po wyjściu z wody było asdfghjkl). Chłopak na ręczniku Jade, na co zwróciłam mu uwagę.
-Użyłbym mojego, ale już ktoś z niego korzysta.- Puścił mi oczko. Zajęło mi chwile, by skapnąc się, że siedzę w jego ręczniku. Zaczęłam zdejmować go z siebie, kiedy chłopak zatrzymał mnie.- Nie, mi nie jest zimno.- Uśmiechnęłam się delikatnie, i wtuliłam w mięciutki materiał.
-Um, coś jutro robisz?- Zapytała, kiedy słońce znikało za horyzontem.
-Nie, nie ma żadnych planów na jutro. Czemu pytasz?-
-Kumpel robi imprezę z okazji rozpoczęcia wakacji. Może chciałabyś pójść ze mną? -
-Jasne, czemu nie? O której ma być gotowa?-
-Podjadę po ciebie ok. 19.- Odpowiedział, a za chwilę nasi przyjaciele wyszli z wody.
*Następny dzień*
<klik> Wykonywałam ostatnie poprawki przed lustrem, kiedy usłyszałam dzwonek drzwi. Założyłam buty, i żegnając się wcześniej z rodzicami, otworzyłam drzwi, gdzie zobaczyłam Caluma opartego o próg ściany.
-Hej.. Dzień dobry- Chłopak natychmiast wyprostował się.
-Witaj.- Powitała go moja mama(która stała oczywiście za mną z tatą), a chciałam ponownie zapaść się pod ziemię.-Jak się...-
-Mamo, musimy iść, pa. Wrócę wcześnie.- Przerwałam jej wywiad, i wychodząc za próg mieszkania, pociągnęłam za sobą Caluma.
-Przepraszam za ich zachowanie. To było takie idiotyczne, jeju.- Odezwałam się, kiedy wyjechaliśmy za miasto, jechaliśmy tą samą drogą co wczoraj.
-Nie masz za co przepraszać.- Odpowiedział mi, kiedy skręcał na parking, gdzie zaraz zaparkował samochód. Chłopak wysiadł, co również zrobiłam.
-Żartujesz sobie? Mamy iść piaskiem? Na tych butach?- Wskazałam cudeńka, które ostatnio były moim ulubionym obuwiem.
-Mogę cię zanieść- Powiedział żartując, na co ja wskoczyłam na jego plecy.
-Wio koniku, wioo.- Krzyknęłam radośnie, irytując go pewnie, co mnie tylko bardziej usatysfakcjonowało.(1:0 dla mnie)- Kupisz mi watę cukrową? Proszeproszeproszeprosze!-
-Zaraz ci kupię kąpiel w lodowatej wodzie i natarcie piaskiem ja się nie przymkniesz.- Odpowiedział, na co ucichłam, śmiejąc się w duchu(2:0 dla mnie).
Kiedy weszliśmy do budynku, zeskoczyłam z chłopaka(zignorujmy jak to brzmi), by wyglądać na chociaż trochę normalnych. Chłopak zaczął się witać ze znajomymi, a ja chodziłam za nim jak głodny piesek na ulicy. W końcu usiedliśmy gdzieś(Calum oczywiście gadał z kimś), a ja mogłam pobawić się na telefonie. Flappy Bird, nadchodzę.
Wkurzona wyłączyłam grę, i usłyszałam kawałek rozmowy.
-Ojeju, wybacz Cal, musimy iść. Jutro ważne zebranie. To do zobaczenia.- Modnie ubrana kobieta pożegnała się z Knightem.
-Chodź zatańczyć.- Chłopak powiedział ciągnąc mnie na parkiet. Zaczęliśmy wygłupiać się do piosenki. Calum wskoczył na stół z przekąskami, i zaczął tańczyć makarenę. Złapał mnie za rękę, i zaczął wciągać na stół obok niego, kiedy piosenka zmieniła się na inną.
-Zatańczysz?- Chłopak zatrzymał mnie, kiedy byłam obok kanapy.
-Um, jasne.- Odpowiedziałam. Calum położył rękę na moim boku, drugą złapał moją, a ja położyłam swoją rękę na jego ramieniu. Poczułam przyjemne mrowienie, przechodzą ce po moich plecach. Czemu tak dziwnie się czułam? Przecież to cham jakich wielu. Chyba nie zadurzyłam się w... nim? Zapytałam siebie. Spojrzałam w jego oczy. Były takie piękne. Jakby ktoś złapał wszystkie gwiazdy, i schował je w jego brązowych oczach. Cholera, chyba nie zadurzyłam w nim się. Nie mogę. On jest typem podrywacza. Chce tylko przelecieć dziewczynę, i zostawić ją samą nad ranem. Z resztą, jak ja mogłabym mu się podobać? Przestań o nim myśleć. Skarciłam się w myślach, i na szczęście piosenka skończyła się. Na szczęście, czy niestety?
-Dziękuję za wieczór. Cześć- Powiedziałam, wysiadając z samochodu.
-Poczekaj- chłopak zatrzymał mnie łapiąc za rękę. Cholera.- Może chciałabyś jutro wyjść gdzieś?- zaptał. Czy chodzi mu o...- I nie, nie chodzi mi o randkę.- Ałuć?
-Um, jasne. Zdzwonimy się, okej? Pa.- Powiedziałam, wysiadając szybko z samochodu. Rzuciłam się w stronę windy, z której na szczęście ktoś wszedł. Nacisnęłam przycisk z moim piętrem, a kiedy drzwi zamknęły się, pozwoliłam łzom polecieć. Czemu on? Czemu nie mógł spodobać mi się normalny chłopak? Nie z jakiegoś cholernego gangu, nie jakiś babiarz, nie cham. Czemu wszystko musi być ostatnio takie skomplikowane? Winda dawno zatrzymała się na moim piętrze, a ja nadal siedziałam oparta o zimną, metalową ścianę, płacząc. Wstałam, i nędznie usiłowałam otworzyć drzwi trzęsącymi się rękoma. Po którymś razie udało mi się. Zrzuciłam buty, i poczłapałam do pokoju, zauważając, że oprócz mnie w domu nie było żywej duszy. Weszłam do łazienki, i sama się przestraszyłam na swój widok. Zmyłam resztki makijażu, i zastanawiałam się, jaki cudem mam eyeliner na czole. Wzięłam prysznic, przebrałam się w pidżamę, i zeszłam na dół, "efektownie" rzucając się na łóżko. Zasnęłam od razu.
-Rae, wstawaj.- Usłyszałam głos mamy. Przewróciłam się na plecy, i leniwie przeciągając. Złapałam telefon z szafki, po odblokowaniu, moim oczom ukazały się 4 wiadomości od Caluma.
"Hej, co do tego spotkania, to nadal aktualne?"
"Bo wczoraj jakoś szybko wybiegłaś"
"Nie śpij noo"
"..."
Bez zamyślenia odpisałam mu.
"Wybacz, że tak szybko wyszłam. Zapomniałam, że miałam wrócić wcześniej, a nie chciałam kłócić się z rodzicami."
"A co do tego wyjścia, to nadal aktualne. Może być 16?"
Odpisałam mu, i poszłam ogarnąć się. Rozczesałam włosy, przemyłam twarz, umyłam zęby, i zeszłam na dół w celu spożycia śniadania, chociaż ciężko to nazwać śniadaniem, ponieważ jest już 12:45. Przywitałam się z rodzicami, i sięgnęłam po miskę, mleko i musli z owocami. Spokojnie zjadłam śniadanie, rozmawiając o wszystkim i niczym z rodzicami. Tata siedział naprzeciwko mnie, popijając kawę, i czytając gazetę. Mama natomiast wycierała niewidzialny kurz, i gotowała coś. Odstawiłam miskę do zmywarki, i odłożyłam produkty do swojego prawowitego miejsca. Sprawdziłam godzinę, i zobaczyłam, że Calum odpisał mi.
"Jasne. To o 16 pod twoim blokiem x."
Skoro miałam jeszcze trochę czasu, to postanowiłam nadrobić zaległości w serialu "Inna".
Zamknęłam laptopa, i odłożyłam go na biurko. Założyłam ciuchy przygotowane uprzednio, i poszłam do toaletki, gdzie wykonałam lekki makijaż. Popsikałam się mgiełką do ciała, i wyszłam z mieszkania. Nie zobaczyłam go, więc oparłam się o furtkę, i zaczęłam przeglądać IG. Po jakimś czasie zobaczyłam Caluma, jak szedł z jakąś dziewczyną. Czemu on ją obejmuje? Chłopak stanął przede mną, i pożegnał się z nią całusem w policzek.
-To idziemy?- Zapytał, zaraz po tym, jak pomachał jej. Pokiwałam głową na tak, i odepchnęłam się nogą od furtki.
-Erm, co będziemy robić?- Zagadnęłam, przerywając ciszę.
-Myślałem, że może poszlibyśmy na shake, a potem gdzieś pochodzić?- Zaproponował, spojrzawszy w moją stronę.
-Ok, m pasuje.- Odparłam.
-Jaki smak chcesz?- Zapytał, kiedy weszliśmy do klimatyzowanego lokalu z napojami.
-Truskawkowy, a ty?-
-Bananowy. Ja stawiam.- Powiedział, kiedy sięgnęłam do kieszeni. Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, ale odpuściłam. Po odebraniu zamówionych napojów, wyszliśmy z lokalu, by pochodzić po parku, który był niedaleko. Rozmawialiśmy jak dawniej, chociaż starałam się ukryć ból, po tym jak zobaczyłam go z nią.
-Nad czym tak myślisz, księżniczko?- zapytał, kiedy chodziliśmy po uliczkach jakiegoś osiedla na przedmieściach.
-1. Nie nazywaj mnie tak. 2. O niczym.- Syknęłam.
-Ktoś nie w sosie? Okresu dostałaś, czy co?- Zakpił. Wkurzona rzuciłam kubek z niedokończonym napojem na chodnik, i stanęłam prosto, tuż przed nim, by wyrzucić wszystko z siebie.
-Słuchaj, panie 'wspaniały'.- zrobiłam nawiasy przy słowie.- Nie wiem co ci takiego zrobiłam, że ciągle mnie obrażasz, śmiejesz się ze mnie. Że kobiety to takie feministki, ale jak mężczyźni nie szanują kobiet to nic nadzwyczajnego.- Calum również rzucił swój kubek, i podszedł bliżej mnie.- Nie rozumiem cię człowieku. Najpierw jesteś milusi, ratujesz mi życie, bierzesz na spacery z cholernymi shake'ami, a po chwili jesteś ostatnim chamem, ignorantem, kretynem, idiotą, padalcem, arogantem, gburem..- chłopak wziął moją twarz w ręce, i pocałował mnie namiętnie, po czym odszedł bez słowa, zostawiając mnie totalnie zdezorientowaną na środku chodnika.
sobota, 29 listopada 2014
5. Chciałem być dobrym ojcem
Wróciłam ze spaceru z Kitem. Ostatnio z nim się bardzo zżyłam. Prawie cały wolny czas poświęcamy sobie. Cóż, rodzicom nie powiedziałam o porwaniu. Nie chcę ich martwić. Tak, wiem, że to poważna sprawa, porwanie, próba zabójstwa, ale Calum przekonał mnie. Ostatnie dni miałam "eskortę" do szkoły, w postaci podwózki przez znajomych Caluma. W szkole również pilnują mnie cały czas. Rozumiem, że mają mnie chronić, czy coś takiego, ale chodzić za mną nawet do łazienki? Przecież mam te cholerne 18 lat. Nie muszą mnie wiecznie niańczyć.
Zrzuciłam ulubione Vansy ze stóp, i ruszyłam w kierunku kuchni, by spożyć obiad. Po zjedzeniu makaronu z warzywami i serem, poszłam do pokoju. Ogarnęłam się w garderobie, poprawiłam nieco makijaż, i zeszłam na dół. Ustawiłam aparat na statywie, i zaczęłam "gadać do kamery". Po paru minutach nagrywanie zatrzymało się, więc niechętnie wstałam, by sprawdzić co się dzieje. Jak się okazało, skończyła mi się pamięć na karcie. Niestety nie mam innej, więc włożyłam przedmiot do komputera, by poróżnić go z niepotrzebnych rzeczy. Zastanawiałam się, jakim cudem nie mam pamięci? Przecież nagrałam raptem jeden krótki filmik i zrobiłam parę zdjęć. Postanowiłam pousuwać niepotrzebne mi już materiały, najpierw je sprawdzając. Wszystkie zdjęcia przeniosłam do folderu na pulpicie, i usunęłam już mi nie potrzebne filmy. Na koniec został jeden dosyć długi filmik. Nie widziałam wcześniej tego pliku, nie mam pojęcia skąd on wziął się na mojej karcie pamięci. Podwinęłam rękawy swetra, i kliknęłam dwa razy na plik. Ekran stał się cały czarny, po chwili moim oczom ukazała się postać przywiązana od krzesła, z workiem na głowie. Zszokowana zakryłam usta dłonią, a film leciał dalej. Ktoś podszedł do owej osoby, i wyszarpał jej materiał z głowy. Był to na oko mężczyzna w średnim wieku. Miał widoczny zarost, a ubrania ubrudzone czymś bordowym. Ktoś zza kamery krzyknął w kierunku mężczyzny.
-Mów, kurwa!-
-Rachel... Jestem twoim biologicznym ojcem. Masz teraz...niecały roczek.- Wszyscy poza nim wybuchli nieopanowanym śmiechem, a on kontynuował, nie patrząc na nikogo. Zobaczyłam łzę, lecącą po jego prawym policzku.- Chciałem być dobrym ojcem. Chciałem nauczyć cię jeździć na rowerze. Chciałem nauczyć cię algebry. Chciałem zaprowadzić cię do ołtarza. Niestety, nie zrobię tego. Wybacz mi. Kocham cię.-Zerknął na nich, i zaczął krzyczeć, i wyjątkowo szybo mówić.- Za nic nie słuchaj ich, oni niczego ci nie zrobią, puki będziesz trzymać się gangu Knightów. Nie słuchaj nikogo poza ni-
-Dobra, koniec tej beznadziejnej gadaniny.- Powiedział wysoki mężczyzna ubrany w skórzana kurtkę, przyłożył pistolet do skroni rzekomo mojego taty, i pociągnął za spust. Zamknęłam klapę laptopa, i wybiegłam z walącym sercem na balkon. Oparłam się rękoma o barierkę, i starałam uspokoić oddech. Rachel, ty widziałaś właśnie śmierć. I to twojego ojca. Usiadłam na lodowatych kafelkach, i opierając się o szklaną barierkę podsunęłam kolana pod brodę. Czy to naprawdę mój biologiczny ojciec? Czy to sen? Chcę się obudzić, muszę. Przetarłam mokre oczy, i schowałam twarz w dłoniach. Jak? Czemu o tym wszystkim, dowiaduję się teraz? Kiedy to się skończy? Jak to wszystko jest możliwe? Tysiące pytań, na które odpowiedzi nie uzyskuję.
-Jaki film?!- Powiedział nieco głośniej Calum, kiedy zadzwoniłam do niego, informując o zaistniałym wydarzeniu. Rodzice wrócili niedawno do domu, ale nie na długo, ponieważ mają kolację z jakimś szefem, czy coś.
-Przyjdź to ci pokażę.- Po wypowiedzeniu tych słów, rozłączyłam się. Po parudziesięciu minutach, usłyszałam pukanie, więc wyszłam z pokoju, i skierowałam kroki w kierunku drzwi.
-Um,estem kolegą Rachel. Jest może w domu?- Usłyszałam znajomy głos, a gdy doszłam do drzwi, zobaczyłam mamę i tatę wpatrujących się w Caluma. fml.
-Ekhem, wy możecie już iść. Bo chyba nie chcecie się spóźnić, prawda?- Ostatnie słowo bardziej oznajmiłam, niż zapytałam.
-Oh, tak tak. To my już idziemy, i zostawiamy was. Nie zapomnij wynieść śmieci, skarbie.- Powiedziała mama, i razem z tatą wyszli(wreszcie) z domu, zostawiając niezręczną ciszę.
-Fajni rodzice.- Przerwał ją Knight, uśmiechając się uroczo. Uroczo? Co R? Przestań?
-Chodź, pokaże ci ten filmik.- Pociągnęłam go za sobą do pokoju.
-Cholera.- Powiedział, kiedy skończył oglądać. Ja stałam na balkonie. Nie miałam zamiaru oglądać tego po raz kolejny. Po chwili chłopak dołączył do mnie.
-Myślisz...to mój biologiczny ojciec?- Skierowałam wzrok na nastolatka.
-Tak. Przykro mi, ale niestety oni robią takie, jak i gorsze...rzeczy.- Odwzajemnił kontakt wzrokowy. Odległość między naszymi twarzami malała z każdą chwilą, aż dzieliły nas centymetry. Rachel, nie!
-Mmuszę wynieść śmieci.- Odsunęłam się od chłopaka, i pobiegłam na górę. Cholera jasna, co to miało być? Ten dzień jest jakiś...chory.
Po jakimś czasie zeszłam na dół, by zobaczyć, że chłopaka nie ma w domu. Dzięki bogu...
czytasz=komentujesz
niedziela, 16 listopada 2014
4. Masz cierpieć!
*Rachel's POV*
Po kolejnym męczącym dniu szkoły, wreszcie mogłam wrócić do domu. Pod szkołą pożegnałam się z Jace, po czym ruszyłam dobrze znaną mi już drogą. Włożyłam słuchawki w uszy, z których po chwili popłynęła moja ulubiona muzyka. Dostałam wiadomość od Grace, w której wysłała mi prześmieszne zdjęcie z osobami z mojej starej klasy. Roześmiana, zaczęłam jej odpisywać. Poczułam mocne szarpnięcie, poczułam jak ktoś nakłada na moją głowę materiałowy worek. Zostałam mocno posadzona z na kanapie, usłyszałam trzaśnięcie drzwi, i ruszyliśmy z dużym odrzutem.
-Co się dzieje? Knight, jak to kurwa ty, to przysięgam, że nie r...- Zaczęłam przerażona, ale nieznany mi głos przerwał moją wypowiedź.
-Proszę, proszę. Jaka ta ptaszyna rozgadana.- Skończył ze śmiechem.
-To nie Knight, to twój najgorszy sen.- Powiedział kolejny głos, po czym zostałam uderzona czymś twardym w głowę, i zemdlałam.
*Calum's POV*
Siedziałem jak zwykle w swoim pokoju, i grałem na gitarze. Nikt o tym nie wie. Bo przecież każdy chłopak, który gra na tym instrumencie, to cipa, pizda, gej, pedał... Nagle do mojego pokoju wleciał Aaron.
-Kurwa stary porwali ją! Streszczaj dupę, jedziemy.- Odłożyłem instrument, i zeszłem na dół za nim. Reszta gangu też tu była. Franc, JC, Corey, Tyler i Dylan stali przy stole, przy którym Nash już coś tłumaczył.
-Okej, skoro wszyscy już tu jesteście, to tłumaczę. Dylan pilnuje wszystkiego na radarze, Franc informuje o atakach, JC- broń i amunicja, a Corey, Tyler, Calum i Aaron jadą po Rachel. Uważajcie na siebie.- Skończył, ruszyliśmy po broń przygotowaną wcześniej przez JC, i wsiedliśmy do samochodu.
*Rachel's POV*
Zostałam obudzona wiadrem zimnej wody. Przerażona, zobaczyłam trzech chłopaków. Ich przeszywający wzrok przerażał mnie jak nic. Nagle jeden z nich krzyknął na mnie "BU!!", na co się podskoczyłam z przerażeniem. Wybuchli niekontrolowanym śmiechem, co sprawiło u mnie pojawienie się gorzkiej łzy.
Nie płacz. Nie płacz. Cholera, nie płacz!
-Ojeju, nasza mała ptaszynka płacze. Wybacz, ale musimy wyrównać stare rachunki, które nabił twój ojciec.- Powiedział, i wyjął z kieszeni pistolet, który przeładował, i przyłożył do mojej skroni. Obserwowałam każdy jego ruch, i z przerażenie nie byłam w stanie się poruszyć. Łzy leciały z moich oczu, jak górski, rwący potok. Kiedy, jak myślę, pociągnąć za spust, usłyszeliśmy pisk opon. Chłopak wyjrzała za zasłonięte okno, i przeklął pod nosem.
-Kurwa, przyjechali tutaj! Bierzcie spluwy, a ja się ją zajmę.- Dwaj chłopacy, wyszli z pokoju, i usłyszałam strzały. Przerażona chciałam zasłonić uszy, byle nie słyszeć tego potwornego odgłosu. Jednak nie mogłam tego zrobić- miałam ręce zawiązane szorstkim sznurem. Nieznajomy zaczął mnie okrążać.
-Masz cierpieć. Masz zdychać jak kulawy, bezdomny pies! Masz zapłacić, za to co zrobił twój biologiczny ojciec. Ten kutas wjebał nas w głębokie bagno, wiesz? I teraz, za to zapłacisz, suko.- Zatrzymał się, i wymierzył w tył mej głowy. Usłyszałam dźwięk tłuczącego się szkła, głośny świst obok mnie. Ciało chłopaka bezwładnie opadło na podłogę, i ujrzałam kałużę krwi. Z przerażeniem, próbowałam obezwładnić się ze sznura, jednak na marne. Drzwi gwałtownie się otworzyły, a w nich ujrzałam Caluma. Chłopak pomógł mi w obezwładnieniu się, i zeszliśmy na dół. Kiedy przechodziliśmy przez dom, wszędzie były ślady krwi. Szybko ruszyliśmy do auta, którym pojechaliśmy do tej samej opuszczonej fabryki, do której zawiózł mnie Knight ostatnim razem. Dostałam wiadomość.
Od: Nieznany
"To jeszcze nie koniec."
niedziela, 9 listopada 2014
Trailer?!
W weekend tak trochę mi się nudziło, i postanowiłam pobawić się na Movie Makerze, i tak oto powstał trailer do "Born to Darknes"! Jestem z siebie dumna(: (wiem jak to pysznie brzmi, ale #sorrynotsorry)
Link: *klik*
____________________________________
Powiedzcie w komentarzach, co myślicie o trailerze, i ogólnie o ff.(:
3. Możesz mi ufać.
*Parę dni później*
Skończyłam wcześniej, bo jakiś lekcji nie mieliśmy. Z paroma osobami, w którymi mam lekcje zaczęłam się jakby kolegować. Jace jest bardzo energiczną, pozytywną osobą. Dużo gada, i znajdujemy wiele wspólnych tematów. Dowiedziałam się od niej, że brat młodszy Caluma, Kit chodzi do tej samej szkoły co my. To właśnie jego widziałam w skateparku. Włożyłam zbędne podręczniki do szafki, i przekroczyłam próg szkoły. Weszłam na chodnik, i poleciałam do tyłu. Uderzyłam głową o bruk, i zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie.
-O cholera, żyjesz? Jesteś cała? Poczekaj, usiądź, ja skołuję lód.- Powiedział chłopak i pojechał w dół ulicy na desce. Po chwili wrócił z reklamówką, wypełnioną oczywiście lodem. Ukucnął przede mną, i delikatnie przyłożył lód do mojej głowy. Kiedy ból nieco uszedł, spojrzałam na chłopaka. Kit Knight w samej osobie.
-Już Cię mniej boli? Możesz chodzić? Może zawieść Cię na pogotowie?-
-Nie, dziękuję. Ja już lepiej pójdę do domu.- Powiedziałam wstając, jednak upadłam spektakularnie na to samo miejsce.
-Chyba lepiej będzie, jak cię odprowadzę.- Powiedział uśmiechając się. Pomógł mi wstać, i powoli ruszyliśmy ulicą. Po jakimś czasie byliśmy pod blokiem, chłopak otworzył mi drzwi, i weszliśmy do windy. Kiedy winda zatrzymała się na moim piętrze, zaprowadził mnie pod drzwi.
-Dziękuję za pomoc.- Powiedziałam odkluczając drzwi.
-Nie ma za co. Jak się nazywasz?-
-Rachel, a Ty?- Znałam jego imię, ale nie chciałam wyjść na stalkera.
-Jestem Kit.- odparł z uśmiechem.- Czy mogę twój numer telefonu?- podałam chłopakowi mój numer telefonu, po czym pożegnaliśmy się. W domu zrzuciłam buty ze zmęczonych nóg, i padłam na łóżko plackiem. Nadal mnie głowa bolała, więc poszłam do kuchni po tabletkę przeciwbólową. Wyjęłam lek z pudełka i poszłam do lodówki po wodę. Zatrzymałam się nagle, bo na lodówce była przyklejona kartka z napisem
"Lepiej trzymaj się z dala od Kit'a. xx"
Rodzice na pewno tego nie napisali. Ktoś był w moim domu. Przerażona podarłam karteczkę, i wyrzuciłam ją do kosza.
-Koniecznie muszę iść? Nikogo nie znam.- Przeciągnęłam kiedy Calum wyciągnął mnie z domu. Mam iść na jakąś imprezę gangu, czy coś.
Nie lubię chodzić na imprezy. Spoceni, pijani ludzie, pocierający się o siebie na parkiecie, do słabej(moim zdaniem) muzyki. Ogólnie pijani i naćpani ludzie mnie przerażają.
Zawiązałam flanelę wokół bioder, i wsiadłam do czarnego BWM. Ruszyliśmy, i z głośników znowu poleciała głośna muzyka.
-Możesz to trochę ściszyć?- Próbowałam przekrzyczeć piosenkę.
-Przepraszam, ale nie mogę cię usłyszeć. To pewnie przez tą muzykę.- Odparł z chamskim uśmieszkiem. Zrezygnowana, odwróciłam się do okna, i obserwowałam las, przez który właśnie przejeżdżamy. Muzyka nieco ucichła, na co uśmiechnęłam się zwycięsko.
Po jakiś 10 minutach jazdy, byliśmy pod dużą posiadłością z wielkim podjazdem, wypełnionym samochodami. Wysiedliśmy, i weszliśmy do środka. Oczywiście, miałam rację. Pijani i naćpani ludzie. Głośna muzyka. Dziwkarsko ubrane kobiety. Napaleni faceci. Calum zniknął gdzieś w tłumie, a ja usiadłam na pustej kanapie. Przeglądałam tumblra, kiedy dostałam wiadomość od Erica. Ucieszyłam się, dawno się do mnie nie odzywał.
"Wybacz, ale z nami koniec."
Wpatrywałam się jak głupia w ekran telefonu, próbując powstrzymać łzy. Ktoś się usiadł na kanapie obok mnie, a ja nawet nie drgnęłam. Dyskretnie wytarłam pojedynczą łzę, i zablokowałam telefon. Zerknęłam na obściskujących się ludzi obok mnie, i zorientowałam się, że to był Calum z jakąś dziewczyną. Spojrzał na mnie w przerwie między "zjadaniem" sobie nawzajem twarzy, i obściskiwania. Uśmiechnął się, i kontynuował swoje zajęcie, które najwyraźniej sprawiało mu przyjemność.
-Ohydne, znajdźcie sobie pokój.- Powiedziałam, kiedy chłopak włożył rękę między nogi dziewczyny. Kiedy zaczęła jęczeć, z obrzydzeniem wyszłam z budynku. Zatrzymałam się przy małym jeziorku, z dala od domu. Byłam pod wrażeniem, jaka ta posiadłość jest wielka. Park, jezioro, pole golfowe, wielki basen, dwa korty tenisowe, boisko do piłki nożnej... Poczułam jak ktoś się do mnie dosiada. Odwróciłam głowę w lewą stronę, i zobaczyłam Kit'a.
-Też nie lubisz takich imprez?- Zapytał.
-Nie, nienawidzę.-
-Chcesz, bym odwiózł Cię do domu? Albo przejść się?- Zaproponował.
-Chętnie bym się przeszła.- Odparłam, po czym oboje wstaliśmy, i zaczęliśmy spacerować.
-Coś Cię trapi, widzę to.-
-To... to nic ważnego.- Powiedziałam, i posmutniałam na wspomnienie naszego pożegnania.
-Jak nie chcesz, to nie musisz mi mówić. Ale mi możesz zaufać.- Powiedział, i potarł moje ramię.
-Nie chcę się żalić, ale mój chłopak, z którym byłam od ponad roku, zerwał ze mną przez sms'a.-
-Walić go. Jak nie ma jaj, i robi to przez głupią wiadomość, to zwyczajnie nie był ciebie wart. Olej go. I wiem, że łatwo tak powiedzieć, ale będzie lepiej, kiedy nie będziesz o min myślała. Jakby co, to masz mój numer, zadzwoń do mnie.- Przystanął, i rozłożył ramiona, bym się przytuliła, co następnie zrobiłam.
-Dziękuję.- Powiedziałam, odsuwając się od chłopaka.
-Masz, widzę, że ci zimno.- Zarzucił na me ramiona swoją skórzaną kurtkę. Potem odwiózł mnie do domu, i pożegnaliśmy się.
poniedziałek, 3 listopada 2014
2. Jak to?
*Rachel POV*
-Jedziemy załatwić sprawy na mieście. Wrócimy późno,obiad masz w lodowce, odgrzej sobie w mikrofali. Jak chcesz, to wyjdź z domu.- powiedziała mama, kiedy weszła do mojego pokoju. Po wyjściu rodziców z domu, puściłam na głos muzykę, i zastanawiałam się co zrobić. Zaczęłam sobie śpiewać, i wpadłam na pomysł. Postawiłam aparat na statywie taty, przebrałam sie z pidżamy w coś bardziej odpowiedniego, czyli podarte dżinsy, biały podkoszulek w kwiatki, i szarą bluzę. Włączyłam nagrywanie, i przywitałam się z kamerą. Postanowiłam, że nagram jak zachowują się typowi ludzie w szkole. Nagrywanie zajęło mi jakąś godzinę, i zaczęłam edytować filmik. Wszystko trwało jakieś dwie godziny, po czym weszłam na youtube, i utworzyłam kanał BoredRachel. Wiem, że stać mnie na wymyślenie lepszej nazwy, ale byłam głodna i chciałam wyjść na dwór. Opublikowałam pierwszy filmik, podesłałam link znajomym, i poszłam zjeść. Odgrzałam lazanię, i zrobiłam sobie jagodowe smoothie, po czym zjadłam to przeglądając instagrama. Włożyłam naczynia do zmywarki, poszłam umyć zęby, i wyszłam z budynku z deskorolką. Przejechałam parę przecznic, skręciłam w prawo, i bryza delikatnie połaskotała moją twarz. Rozejrzałam się za skateparkiem, który rzekomo miał tu być, i zobaczyłam go po lewej stronie. Przejechałam przez pasy, i wjechałam na pierwszą lepszą rampę. Po za mną, była tutaj też grupka chłopaków. Chyba byli zdziwieni, widząc dziewczynę na deskorolce. Jeden z nich był bardzo podobny do chłopaka, który wczoraj uczepił się mnie w sklepie. Ten jednak miał blond włosy z fioletowymi pasemkami, kolczyk w wardze, i dużo mniej tatuaży. Pojeździłam jeszcze z pół godziny, i zaczęło się ściemniać, więc zaczęłam wracać. Zatrzymałam się przed pasami, z zamiarem odpisania na sms'a od Erica. Poczułam stuknięcie w lewe ramię, więc odwróciłam się, nikogo tam nie widząc. Wzruszyłam ramionami, po czym wróciłam w stronę telefonu. A tam zobaczyłam Caluma uśmiechniętego głupkowato.
-Witaj, księżniczko.- zapytał.
-Po pierwsze, to nie jesteśmy na Ty. A po drugie, czego chcesz? -
-Spokojnie, chcę się z tobą tylko na ć..- Wytęrzył wzrok gdzieś za mnie. - Cholera, idź za mną, i zachowuj się normalnie. A co najważniejsze- nie rozglądaj się.- powiedział, pociągając mnie za sobą. Ja jednak się zaparłam, i nie dałam sobą rządzić obcej osobie.
-Czemu?-
-Kurwa, jeśli nie chcesz umrzeć, to ci radzę mnie słuchać. Nawet nie masz pojęcia, jakie Perth jest niebezpieczne.- Powiedział,a ja tym razem poszłam za nim. Schowaliśmy się za budynkiem piekarni, a Calum zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Skorzystałam z okazji, i wybiegłam na ulicę, kierując się do domu. Skręciłam na skrzyżowaniu, ale zostałam pociągnięta do czarnego BMW z przyciemnanymi szybami. Zostałam posadzona, i z przerażeniem, zobaczyłam Caluma, i jakiegoś chłopaka.
-i to o nią takie zamieszanie?- Zapytał nieznajomy.
-Taa. Jedź, nie chcemy by nas namierzyli.- powiedział Calum, rozglądając się.
-skoro jesteśmy na siebie skazani, to chociaż się przedstawię. Troye Knight, brat tego tutaj.- chłopak pokazał palcem na mojego sąsiada.
-Proponuję Ci ruszyć dupę. Ja nie odpowiadam za spóźnienia, a znasz szefa.- powiedział oschle.
Po jakimś czasie wyjechaliśmy. Miasta, i wysiedliśmy przy jakiejś opuszczonej fabryce. Wysiedliśmy, i weszliśmy do starego budynku. Chłopcy przywitali się z jakimiś ludźmi, i przywołali do siebie ręką.
-Jestem Gaz, to Kit, Trevor, Justin i Simon. Miło cię poznać. Witaj w naszej grupie.- Zaśmiał się, i spojrzał po wszystkich. Dopiero teraz poznałam chłopaka ze skateparku, który przyglądał mi się.
-Jestem Rachel. Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co się dzieje, czemu tu jestem?-
-Po to cię tu przywieźliśmy, skarbie. Chodźmy stąd.-
Powiedział Calum, i poszedłam za nim do jakiegoś pokoju. Usiadłam na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Okej. To wiesz, że jesteś adoptowana?- Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową.- Wiesz dlaczego?- pokiwałam na nie.- Twój ojciec należał do najniebezpieczniejszego gangu narkotykowego w Australii. Nie tylko narkotykowego, ale mniejsza z tym. Pewnego razu, pokłócił się z twoją mamą, i wyszedł. Zabili go zaraz pod domem, podobnie zrobili z twoją mamą. Pewnie ty też leżałabyś 4 metry pod ziemią, ale Jade, czyli twoja mama, schowała cię i wezwała policję. Policja nie znalazła morderców, ale wszyscy wiedzą, że to Magcon, nasz prze ukochany gang.- Powiedział z sarkazmem, a ja siedziałam skulona, w szoku. Mogłam nie żyć, mogłam nie żyć, mogłam nie żyć...- Hej, ale z nami jesteś bezpieczna. Ja się tobą zaopiekuję.- Powiedział uśmiechając się, nie tym drwiącym, chamskim uśmiechem, ale takim pięknym, delikatnym.
-Nie znam Cię, skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać?-
-Tak, że pomogłem ci w sklepie. I uratowałem życie.- Powiedział dumnie, irytując mnie.
-Ok, muszę już wracać do domu. Odwieź mnie.- powiedziałam, wychodząc z pokoju, i idąc do auta. Miałam wsiąść do pojazdu, ale czyjaś ręka zatrzymała mnie.
-Nie, pojedziemy moim samochodem.- Powiedział Calum, a ja poszłam za nim do małej kanciapy. Wchodząc, zobaczyłam windę, do której wsiedliśmy, i zjechaliśmy na -3(!) piętro. Wychodząc z windy, chłopak wyjął kluczyk z bykiem, i nacisnął na niego. Pikanie usłyszałam po prawej stronie. Wsiedliśmy do czarnego matowego Lamborghini, i od razu uderzyła rockowa muzyka. Rozpoznałam Nirvanę. Wyjechaliśmy z piskiem opon z garażu, wjeżdżając na ruchliwą ulicę.
-A-ale jak? Przecież..- Wyskomlałam zszokowana. Calum uśmiechnął się po nosem.
-Jeszcze nic o tym mieście nie wiesz, skarbie.-
-Calum, w swoim bloku jestem chyba już bezpieczna. Nie musisz mnie tak niańczyć.- Powiedziałam zirytowana naciskając numer mojego piętra. Kiedy drzwi windy otworzyły się, weszłam do windy, a za mną chłopak. Wjechaliśmy na piętro, i wyszłam z windy, idąc w stronę drzwi mojego mieszkania. Weszłam do domu, żegnając się z chłopakiem, który nadal za mną szedł. Na szczęście rodziców nie było. Knight sprawdził mieszkanie, zwłaszcza mój pokój.
-Już?? Chcę iść spać.- Powiedziałam przeciągając.
-Może Cię ululać?- Zapytał puszczając oczko. Mega zdenerwowana, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, i poszłam do pokoju, padnięta zasypiając na łóżku.
-Jedziemy załatwić sprawy na mieście. Wrócimy późno,obiad masz w lodowce, odgrzej sobie w mikrofali. Jak chcesz, to wyjdź z domu.- powiedziała mama, kiedy weszła do mojego pokoju. Po wyjściu rodziców z domu, puściłam na głos muzykę, i zastanawiałam się co zrobić. Zaczęłam sobie śpiewać, i wpadłam na pomysł. Postawiłam aparat na statywie taty, przebrałam sie z pidżamy w coś bardziej odpowiedniego, czyli podarte dżinsy, biały podkoszulek w kwiatki, i szarą bluzę. Włączyłam nagrywanie, i przywitałam się z kamerą. Postanowiłam, że nagram jak zachowują się typowi ludzie w szkole. Nagrywanie zajęło mi jakąś godzinę, i zaczęłam edytować filmik. Wszystko trwało jakieś dwie godziny, po czym weszłam na youtube, i utworzyłam kanał BoredRachel. Wiem, że stać mnie na wymyślenie lepszej nazwy, ale byłam głodna i chciałam wyjść na dwór. Opublikowałam pierwszy filmik, podesłałam link znajomym, i poszłam zjeść. Odgrzałam lazanię, i zrobiłam sobie jagodowe smoothie, po czym zjadłam to przeglądając instagrama. Włożyłam naczynia do zmywarki, poszłam umyć zęby, i wyszłam z budynku z deskorolką. Przejechałam parę przecznic, skręciłam w prawo, i bryza delikatnie połaskotała moją twarz. Rozejrzałam się za skateparkiem, który rzekomo miał tu być, i zobaczyłam go po lewej stronie. Przejechałam przez pasy, i wjechałam na pierwszą lepszą rampę. Po za mną, była tutaj też grupka chłopaków. Chyba byli zdziwieni, widząc dziewczynę na deskorolce. Jeden z nich był bardzo podobny do chłopaka, który wczoraj uczepił się mnie w sklepie. Ten jednak miał blond włosy z fioletowymi pasemkami, kolczyk w wardze, i dużo mniej tatuaży. Pojeździłam jeszcze z pół godziny, i zaczęło się ściemniać, więc zaczęłam wracać. Zatrzymałam się przed pasami, z zamiarem odpisania na sms'a od Erica. Poczułam stuknięcie w lewe ramię, więc odwróciłam się, nikogo tam nie widząc. Wzruszyłam ramionami, po czym wróciłam w stronę telefonu. A tam zobaczyłam Caluma uśmiechniętego głupkowato.
-Witaj, księżniczko.- zapytał.
-Po pierwsze, to nie jesteśmy na Ty. A po drugie, czego chcesz? -
-Spokojnie, chcę się z tobą tylko na ć..- Wytęrzył wzrok gdzieś za mnie. - Cholera, idź za mną, i zachowuj się normalnie. A co najważniejsze- nie rozglądaj się.- powiedział, pociągając mnie za sobą. Ja jednak się zaparłam, i nie dałam sobą rządzić obcej osobie.
-Czemu?-
-Kurwa, jeśli nie chcesz umrzeć, to ci radzę mnie słuchać. Nawet nie masz pojęcia, jakie Perth jest niebezpieczne.- Powiedział,a ja tym razem poszłam za nim. Schowaliśmy się za budynkiem piekarni, a Calum zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Skorzystałam z okazji, i wybiegłam na ulicę, kierując się do domu. Skręciłam na skrzyżowaniu, ale zostałam pociągnięta do czarnego BMW z przyciemnanymi szybami. Zostałam posadzona, i z przerażeniem, zobaczyłam Caluma, i jakiegoś chłopaka.
-i to o nią takie zamieszanie?- Zapytał nieznajomy.
-Taa. Jedź, nie chcemy by nas namierzyli.- powiedział Calum, rozglądając się.
-skoro jesteśmy na siebie skazani, to chociaż się przedstawię. Troye Knight, brat tego tutaj.- chłopak pokazał palcem na mojego sąsiada.
-Proponuję Ci ruszyć dupę. Ja nie odpowiadam za spóźnienia, a znasz szefa.- powiedział oschle.
Po jakimś czasie wyjechaliśmy. Miasta, i wysiedliśmy przy jakiejś opuszczonej fabryce. Wysiedliśmy, i weszliśmy do starego budynku. Chłopcy przywitali się z jakimiś ludźmi, i przywołali do siebie ręką.
-Jestem Gaz, to Kit, Trevor, Justin i Simon. Miło cię poznać. Witaj w naszej grupie.- Zaśmiał się, i spojrzał po wszystkich. Dopiero teraz poznałam chłopaka ze skateparku, który przyglądał mi się.
-Jestem Rachel. Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co się dzieje, czemu tu jestem?-
-Po to cię tu przywieźliśmy, skarbie. Chodźmy stąd.-
Powiedział Calum, i poszedłam za nim do jakiegoś pokoju. Usiadłam na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Okej. To wiesz, że jesteś adoptowana?- Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową.- Wiesz dlaczego?- pokiwałam na nie.- Twój ojciec należał do najniebezpieczniejszego gangu narkotykowego w Australii. Nie tylko narkotykowego, ale mniejsza z tym. Pewnego razu, pokłócił się z twoją mamą, i wyszedł. Zabili go zaraz pod domem, podobnie zrobili z twoją mamą. Pewnie ty też leżałabyś 4 metry pod ziemią, ale Jade, czyli twoja mama, schowała cię i wezwała policję. Policja nie znalazła morderców, ale wszyscy wiedzą, że to Magcon, nasz prze ukochany gang.- Powiedział z sarkazmem, a ja siedziałam skulona, w szoku. Mogłam nie żyć, mogłam nie żyć, mogłam nie żyć...- Hej, ale z nami jesteś bezpieczna. Ja się tobą zaopiekuję.- Powiedział uśmiechając się, nie tym drwiącym, chamskim uśmiechem, ale takim pięknym, delikatnym.
-Nie znam Cię, skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać?-
-Tak, że pomogłem ci w sklepie. I uratowałem życie.- Powiedział dumnie, irytując mnie.
-Ok, muszę już wracać do domu. Odwieź mnie.- powiedziałam, wychodząc z pokoju, i idąc do auta. Miałam wsiąść do pojazdu, ale czyjaś ręka zatrzymała mnie.
-Nie, pojedziemy moim samochodem.- Powiedział Calum, a ja poszłam za nim do małej kanciapy. Wchodząc, zobaczyłam windę, do której wsiedliśmy, i zjechaliśmy na -3(!) piętro. Wychodząc z windy, chłopak wyjął kluczyk z bykiem, i nacisnął na niego. Pikanie usłyszałam po prawej stronie. Wsiedliśmy do czarnego matowego Lamborghini, i od razu uderzyła rockowa muzyka. Rozpoznałam Nirvanę. Wyjechaliśmy z piskiem opon z garażu, wjeżdżając na ruchliwą ulicę.
-A-ale jak? Przecież..- Wyskomlałam zszokowana. Calum uśmiechnął się po nosem.
-Jeszcze nic o tym mieście nie wiesz, skarbie.-
-Calum, w swoim bloku jestem chyba już bezpieczna. Nie musisz mnie tak niańczyć.- Powiedziałam zirytowana naciskając numer mojego piętra. Kiedy drzwi windy otworzyły się, weszłam do windy, a za mną chłopak. Wjechaliśmy na piętro, i wyszłam z windy, idąc w stronę drzwi mojego mieszkania. Weszłam do domu, żegnając się z chłopakiem, który nadal za mną szedł. Na szczęście rodziców nie było. Knight sprawdził mieszkanie, zwłaszcza mój pokój.
-Już?? Chcę iść spać.- Powiedziałam przeciągając.
-Może Cię ululać?- Zapytał puszczając oczko. Mega zdenerwowana, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, i poszłam do pokoju, padnięta zasypiając na łóżku.
środa, 29 października 2014
1. Nowe miasto, nowe twarze
*Rachel POV*
Taksówka zabrała nas spod lotniska, i zatrzymała pod nowoczesnym blokiem w centrum(tak mi się przynajmniej wydaje) Perth. Wysiadłam z pojazdu, i poczekałam aż tata wyjmie moje rzeczy. Po 10 minutach jechaliśmy windą na 11 piętro. Trochę wysoko. Bardzo swędziało mnie zgięcie łokcia, pewnie komar mnie ugryzł. Wysiedliśmy w windy, i skierowaliśmy się za tatą pod drzwi numer 649. Odkluczył piękne dębowe drzwi, i weszliśmy do naszego nowego mieszkania. Było bardzo nowoczesne, przestronne i z wstawkami vintage, np. stara sofa w salonie, czy złote lustro w przedpokoju.
-Rachel, twój pokój znajduje się na końcu korytarza po lewej stronie- Usłyszałam mamę, i skierowałam swoje kroki tam gdzie zostałam poinformowana. Popchnęłam drzwi, i ujrzałam pokój moich najskrytszych marzeń. Granatowe ściany, drewniana podłoga, białe meble, wielkie łóżko ułożone milionem poduszek, przestronna garderoba i co najważniejsze, balkon. Postawiłam walizkę i część pudeł w drzwiach, i otworzyłam balkon. Wyszłam na zewnątrz, i zobaczyłam duży park, z jakimś jeziorkiem. Jak na centrum miasta, jest wyjątkowo cicho. Usiadłam na ławeczce, i wysłałam znajomym i Ericowi zdjęcie na snapie. Zrobiło się mi trochę zimno, więc weszłam do środka, zamykając drzwi balkonowe. Walnęłam się plackiem na łóżko, bo jak można obok takiego idealnie wyglądającego łoża przejść, nie sprawdzając jak wygodne jest? Później sprawdziłam wielkość garderoby, i doznałam szoku. Otóż małe drzwiczki, skrywały schody, po których wchodzi się do raju każdej dziewczyny. Nawet mnie. Gigantyczna szafa była w większości przepełniona przesłodkimi sukienkami w kolorach pastelowych i szpilek. Niestety, ale nie moja bajka. Po drugiej stronie stała duża toaletka, również bogato wypełniona, i łazienka. Zeszłam na dół, i położyłam deskorolkę przy biurku. Walizkę wniosłam na górę, i zawiesiłam wszystkie ubrania, czyli 6 par niezniszczalnych rurek, jakieś zwykłe podkoszulki, bluzy(w tym jedna Eric'a), i dwie pary vansów. Zeszłam ponownie na dół, i zaczęłam rozpakowywać kartony ze zdjęć, pamiątek, i innych dupereli. Tradycyjnie, powiesiłam lampki świąteczne nad ramą łóżka, a drugi sznur wzdłuż okna. Zaczęłam przypinać zdjęcia na suficie, ale przeszkodziła mi mama, prosząc mnie o pójście do sklepu.
-Jeśli oczywiście nie jesteś zmęczona...- Dodała, na co zaprzeczyłam jej. Włożyłam telefon(z obowiązkowymi słuchawkami), deskę, listę zakupów i pieniądze, po czym wyszłam z mieszkania, a następnie z budynku. Postawiłam deskorolkę na chodniku, i odepchnęłam się parę razy. Ze słuchawek oczywiście leciał Aftermovie z Tomorrowland'u 2013, klasyka. Zatrzymałam się tuż pod spożywczakiem niedaleko, i wzięłam koszyk, który wkrótce był zapełniony chlebem, sałatą, pomidorami, serem, i butelką mleka. Zostało mi jeszcze pudełko płatków. Niestety, przy moich 160 cm wzrostu, dostanie się do ostatniej półki to nic łatwego. Spróbowałam podskoczyć, jednak na marne.
-Daj, ja ci pomogę.- Usłyszałam obok siebie głos z silnym australijskim akcentem. Chłopak bez najmniejszego problemu wyciągnął rękę, i złapał te cholerne płatki. Już chciałam wziąć od niego pudełko i podziękować, ale od odsunął je z poza mojego zasięgu.
-Jak masz na imię?- Zapytał opierając się nonszalancko o półkę.
-Rachel, dzięki za pomoc, ale muszę już iść.- Po raz kolejny nie udała mi się próba odzyskania płatków. Chłopak z pewnością siebie zachichotał.
-Jestem Calum, jesteś tu chyba nowa co?-
-Tak, jestem nowa, i muszę już lecieć, więc proszę cię, oddaj mi te cholerne pudełko.- Powiedziałam coraz bardziej zirytowana zachowaniem chłopaka. Zwłaszcza, że zaczął się kretyńsko śmiać. Miał dużo tatuaży i piercing, nie lubię takich ludzi.
-Co tam słuchasz?- Złapał jedną słuchawkę, i wsłuchał się w piosenkę.- Łee, skarbie, nie wiesz co to dobra muzyka. Te tanie ścierwo, to nic w porówn-- Przerwałam mu.
-Mam w dupie ten twój wywód na temat 'prawdziwej muzyki'.- Wyrwałam mu pudełko, i ruszyłam czym prędzej do kasy. Dodatkowo mnie zirytował, bo mnie podrywał. Co za zarozumiały typ? Za kogo on się niby uważa? Zapłaciłam, i pojechałam z powrotem do apartamentowca, mijając owego Caluma po drodze. Po krótkiej jeździe windą, weszłam do mieszkania, i postawiłam zakupy i resztę na blacie stołu.
-Rachel, mamy dla ciebie jeszcze trzy niespodzianki. Czekają na ciebie w pokoju.- Powiedziała z uśmiechem mama. Czym prędzej weszłam do pokoju, i zobaczyłam trzy paczki na łóżku. Odpakowałam jedną, którą okazała się lustrzanka o której trajkotałam rodzicom od co najmniej pół roku. Następna była nieco mniejsza, i był to nowy iPhone6. Kiedy otarłam łzy szczęścia, i wróciłam z przytulania rodziców i dziękowania im, wzięłam się za ostatnią, największą paczkę. Podekscytowana rozerwałam papier, i zobaczyłam komputer stacjonarny Mac'a. Z wrażenia padła mi szczęka. Po raz kolejny pobiegłam do rodziców, i podziękowałam im. Dochodziła 23, więc poszłam wziąć prysznic, i położyłam się w łóżku, przeglądając nowy telefon. Po położeniu się, poczułam coś pod plecami. Odłożyłam telefon na szafkę nocną, i wymacałam przedmiot. Był to nabój zawinięty w papier, na którym było napisane:
'Może ci się przydać.
Jeśli przeżyjesz dłużej niż dwa miesiące,
To masz pieprzone szczęście, suko.'
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)