*Rachel POV*
-Jedziemy załatwić sprawy na mieście. Wrócimy późno,obiad masz w lodowce, odgrzej sobie w mikrofali. Jak chcesz, to wyjdź z domu.- powiedziała mama, kiedy weszła do mojego pokoju. Po wyjściu rodziców z domu, puściłam na głos muzykę, i zastanawiałam się co zrobić. Zaczęłam sobie śpiewać, i wpadłam na pomysł. Postawiłam aparat na statywie taty, przebrałam sie z pidżamy w coś bardziej odpowiedniego, czyli podarte dżinsy, biały podkoszulek w kwiatki, i szarą bluzę. Włączyłam nagrywanie, i przywitałam się z kamerą. Postanowiłam, że nagram jak zachowują się typowi ludzie w szkole. Nagrywanie zajęło mi jakąś godzinę, i zaczęłam edytować filmik. Wszystko trwało jakieś dwie godziny, po czym weszłam na youtube, i utworzyłam kanał BoredRachel. Wiem, że stać mnie na wymyślenie lepszej nazwy, ale byłam głodna i chciałam wyjść na dwór. Opublikowałam pierwszy filmik, podesłałam link znajomym, i poszłam zjeść. Odgrzałam lazanię, i zrobiłam sobie jagodowe smoothie, po czym zjadłam to przeglądając instagrama. Włożyłam naczynia do zmywarki, poszłam umyć zęby, i wyszłam z budynku z deskorolką. Przejechałam parę przecznic, skręciłam w prawo, i bryza delikatnie połaskotała moją twarz. Rozejrzałam się za skateparkiem, który rzekomo miał tu być, i zobaczyłam go po lewej stronie. Przejechałam przez pasy, i wjechałam na pierwszą lepszą rampę. Po za mną, była tutaj też grupka chłopaków. Chyba byli zdziwieni, widząc dziewczynę na deskorolce. Jeden z nich był bardzo podobny do chłopaka, który wczoraj uczepił się mnie w sklepie. Ten jednak miał blond włosy z fioletowymi pasemkami, kolczyk w wardze, i dużo mniej tatuaży. Pojeździłam jeszcze z pół godziny, i zaczęło się ściemniać, więc zaczęłam wracać. Zatrzymałam się przed pasami, z zamiarem odpisania na sms'a od Erica. Poczułam stuknięcie w lewe ramię, więc odwróciłam się, nikogo tam nie widząc. Wzruszyłam ramionami, po czym wróciłam w stronę telefonu. A tam zobaczyłam Caluma uśmiechniętego głupkowato.
-Witaj, księżniczko.- zapytał.
-Po pierwsze, to nie jesteśmy na Ty. A po drugie, czego chcesz? -
-Spokojnie, chcę się z tobą tylko na ć..- Wytęrzył wzrok gdzieś za mnie. - Cholera, idź za mną, i zachowuj się normalnie. A co najważniejsze- nie rozglądaj się.- powiedział, pociągając mnie za sobą. Ja jednak się zaparłam, i nie dałam sobą rządzić obcej osobie.
-Czemu?-
-Kurwa, jeśli nie chcesz umrzeć, to ci radzę mnie słuchać. Nawet nie masz pojęcia, jakie Perth jest niebezpieczne.- Powiedział,a ja tym razem poszłam za nim. Schowaliśmy się za budynkiem piekarni, a Calum zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Skorzystałam z okazji, i wybiegłam na ulicę, kierując się do domu. Skręciłam na skrzyżowaniu, ale zostałam pociągnięta do czarnego BMW z przyciemnanymi szybami. Zostałam posadzona, i z przerażeniem, zobaczyłam Caluma, i jakiegoś chłopaka.
-i to o nią takie zamieszanie?- Zapytał nieznajomy.
-Taa. Jedź, nie chcemy by nas namierzyli.- powiedział Calum, rozglądając się.
-skoro jesteśmy na siebie skazani, to chociaż się przedstawię. Troye Knight, brat tego tutaj.- chłopak pokazał palcem na mojego sąsiada.
-Proponuję Ci ruszyć dupę. Ja nie odpowiadam za spóźnienia, a znasz szefa.- powiedział oschle.
Po jakimś czasie wyjechaliśmy. Miasta, i wysiedliśmy przy jakiejś opuszczonej fabryce. Wysiedliśmy, i weszliśmy do starego budynku. Chłopcy przywitali się z jakimiś ludźmi, i przywołali do siebie ręką.
-Jestem Gaz, to Kit, Trevor, Justin i Simon. Miło cię poznać. Witaj w naszej grupie.- Zaśmiał się, i spojrzał po wszystkich. Dopiero teraz poznałam chłopaka ze skateparku, który przyglądał mi się.
-Jestem Rachel. Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co się dzieje, czemu tu jestem?-
-Po to cię tu przywieźliśmy, skarbie. Chodźmy stąd.-
Powiedział Calum, i poszedłam za nim do jakiegoś pokoju. Usiadłam na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Okej. To wiesz, że jesteś adoptowana?- Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową.- Wiesz dlaczego?- pokiwałam na nie.- Twój ojciec należał do najniebezpieczniejszego gangu narkotykowego w Australii. Nie tylko narkotykowego, ale mniejsza z tym. Pewnego razu, pokłócił się z twoją mamą, i wyszedł. Zabili go zaraz pod domem, podobnie zrobili z twoją mamą. Pewnie ty też leżałabyś 4 metry pod ziemią, ale Jade, czyli twoja mama, schowała cię i wezwała policję. Policja nie znalazła morderców, ale wszyscy wiedzą, że to Magcon, nasz prze ukochany gang.- Powiedział z sarkazmem, a ja siedziałam skulona, w szoku. Mogłam nie żyć, mogłam nie żyć, mogłam nie żyć...- Hej, ale z nami jesteś bezpieczna. Ja się tobą zaopiekuję.- Powiedział uśmiechając się, nie tym drwiącym, chamskim uśmiechem, ale takim pięknym, delikatnym.
-Nie znam Cię, skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać?-
-Tak, że pomogłem ci w sklepie. I uratowałem życie.- Powiedział dumnie, irytując mnie.
-Ok, muszę już wracać do domu. Odwieź mnie.- powiedziałam, wychodząc z pokoju, i idąc do auta. Miałam wsiąść do pojazdu, ale czyjaś ręka zatrzymała mnie.
-Nie, pojedziemy moim samochodem.- Powiedział Calum, a ja poszłam za nim do małej kanciapy. Wchodząc, zobaczyłam windę, do której wsiedliśmy, i zjechaliśmy na -3(!) piętro. Wychodząc z windy, chłopak wyjął kluczyk z bykiem, i nacisnął na niego. Pikanie usłyszałam po prawej stronie. Wsiedliśmy do czarnego matowego Lamborghini, i od razu uderzyła rockowa muzyka. Rozpoznałam Nirvanę. Wyjechaliśmy z piskiem opon z garażu, wjeżdżając na ruchliwą ulicę.
-A-ale jak? Przecież..- Wyskomlałam zszokowana. Calum uśmiechnął się po nosem.
-Jeszcze nic o tym mieście nie wiesz, skarbie.-
-Calum, w swoim bloku jestem chyba już bezpieczna. Nie musisz mnie tak niańczyć.- Powiedziałam zirytowana naciskając numer mojego piętra. Kiedy drzwi windy otworzyły się, weszłam do windy, a za mną chłopak. Wjechaliśmy na piętro, i wyszłam z windy, idąc w stronę drzwi mojego mieszkania. Weszłam do domu, żegnając się z chłopakiem, który nadal za mną szedł. Na szczęście rodziców nie było. Knight sprawdził mieszkanie, zwłaszcza mój pokój.
-Już?? Chcę iść spać.- Powiedziałam przeciągając.
-Może Cię ululać?- Zapytał puszczając oczko. Mega zdenerwowana, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, i poszłam do pokoju, padnięta zasypiając na łóżku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz