sobota, 29 listopada 2014
5. Chciałem być dobrym ojcem
Wróciłam ze spaceru z Kitem. Ostatnio z nim się bardzo zżyłam. Prawie cały wolny czas poświęcamy sobie. Cóż, rodzicom nie powiedziałam o porwaniu. Nie chcę ich martwić. Tak, wiem, że to poważna sprawa, porwanie, próba zabójstwa, ale Calum przekonał mnie. Ostatnie dni miałam "eskortę" do szkoły, w postaci podwózki przez znajomych Caluma. W szkole również pilnują mnie cały czas. Rozumiem, że mają mnie chronić, czy coś takiego, ale chodzić za mną nawet do łazienki? Przecież mam te cholerne 18 lat. Nie muszą mnie wiecznie niańczyć.
Zrzuciłam ulubione Vansy ze stóp, i ruszyłam w kierunku kuchni, by spożyć obiad. Po zjedzeniu makaronu z warzywami i serem, poszłam do pokoju. Ogarnęłam się w garderobie, poprawiłam nieco makijaż, i zeszłam na dół. Ustawiłam aparat na statywie, i zaczęłam "gadać do kamery". Po paru minutach nagrywanie zatrzymało się, więc niechętnie wstałam, by sprawdzić co się dzieje. Jak się okazało, skończyła mi się pamięć na karcie. Niestety nie mam innej, więc włożyłam przedmiot do komputera, by poróżnić go z niepotrzebnych rzeczy. Zastanawiałam się, jakim cudem nie mam pamięci? Przecież nagrałam raptem jeden krótki filmik i zrobiłam parę zdjęć. Postanowiłam pousuwać niepotrzebne mi już materiały, najpierw je sprawdzając. Wszystkie zdjęcia przeniosłam do folderu na pulpicie, i usunęłam już mi nie potrzebne filmy. Na koniec został jeden dosyć długi filmik. Nie widziałam wcześniej tego pliku, nie mam pojęcia skąd on wziął się na mojej karcie pamięci. Podwinęłam rękawy swetra, i kliknęłam dwa razy na plik. Ekran stał się cały czarny, po chwili moim oczom ukazała się postać przywiązana od krzesła, z workiem na głowie. Zszokowana zakryłam usta dłonią, a film leciał dalej. Ktoś podszedł do owej osoby, i wyszarpał jej materiał z głowy. Był to na oko mężczyzna w średnim wieku. Miał widoczny zarost, a ubrania ubrudzone czymś bordowym. Ktoś zza kamery krzyknął w kierunku mężczyzny.
-Mów, kurwa!-
-Rachel... Jestem twoim biologicznym ojcem. Masz teraz...niecały roczek.- Wszyscy poza nim wybuchli nieopanowanym śmiechem, a on kontynuował, nie patrząc na nikogo. Zobaczyłam łzę, lecącą po jego prawym policzku.- Chciałem być dobrym ojcem. Chciałem nauczyć cię jeździć na rowerze. Chciałem nauczyć cię algebry. Chciałem zaprowadzić cię do ołtarza. Niestety, nie zrobię tego. Wybacz mi. Kocham cię.-Zerknął na nich, i zaczął krzyczeć, i wyjątkowo szybo mówić.- Za nic nie słuchaj ich, oni niczego ci nie zrobią, puki będziesz trzymać się gangu Knightów. Nie słuchaj nikogo poza ni-
-Dobra, koniec tej beznadziejnej gadaniny.- Powiedział wysoki mężczyzna ubrany w skórzana kurtkę, przyłożył pistolet do skroni rzekomo mojego taty, i pociągnął za spust. Zamknęłam klapę laptopa, i wybiegłam z walącym sercem na balkon. Oparłam się rękoma o barierkę, i starałam uspokoić oddech. Rachel, ty widziałaś właśnie śmierć. I to twojego ojca. Usiadłam na lodowatych kafelkach, i opierając się o szklaną barierkę podsunęłam kolana pod brodę. Czy to naprawdę mój biologiczny ojciec? Czy to sen? Chcę się obudzić, muszę. Przetarłam mokre oczy, i schowałam twarz w dłoniach. Jak? Czemu o tym wszystkim, dowiaduję się teraz? Kiedy to się skończy? Jak to wszystko jest możliwe? Tysiące pytań, na które odpowiedzi nie uzyskuję.
-Jaki film?!- Powiedział nieco głośniej Calum, kiedy zadzwoniłam do niego, informując o zaistniałym wydarzeniu. Rodzice wrócili niedawno do domu, ale nie na długo, ponieważ mają kolację z jakimś szefem, czy coś.
-Przyjdź to ci pokażę.- Po wypowiedzeniu tych słów, rozłączyłam się. Po parudziesięciu minutach, usłyszałam pukanie, więc wyszłam z pokoju, i skierowałam kroki w kierunku drzwi.
-Um,estem kolegą Rachel. Jest może w domu?- Usłyszałam znajomy głos, a gdy doszłam do drzwi, zobaczyłam mamę i tatę wpatrujących się w Caluma. fml.
-Ekhem, wy możecie już iść. Bo chyba nie chcecie się spóźnić, prawda?- Ostatnie słowo bardziej oznajmiłam, niż zapytałam.
-Oh, tak tak. To my już idziemy, i zostawiamy was. Nie zapomnij wynieść śmieci, skarbie.- Powiedziała mama, i razem z tatą wyszli(wreszcie) z domu, zostawiając niezręczną ciszę.
-Fajni rodzice.- Przerwał ją Knight, uśmiechając się uroczo. Uroczo? Co R? Przestań?
-Chodź, pokaże ci ten filmik.- Pociągnęłam go za sobą do pokoju.
-Cholera.- Powiedział, kiedy skończył oglądać. Ja stałam na balkonie. Nie miałam zamiaru oglądać tego po raz kolejny. Po chwili chłopak dołączył do mnie.
-Myślisz...to mój biologiczny ojciec?- Skierowałam wzrok na nastolatka.
-Tak. Przykro mi, ale niestety oni robią takie, jak i gorsze...rzeczy.- Odwzajemnił kontakt wzrokowy. Odległość między naszymi twarzami malała z każdą chwilą, aż dzieliły nas centymetry. Rachel, nie!
-Mmuszę wynieść śmieci.- Odsunęłam się od chłopaka, i pobiegłam na górę. Cholera jasna, co to miało być? Ten dzień jest jakiś...chory.
Po jakimś czasie zeszłam na dół, by zobaczyć, że chłopaka nie ma w domu. Dzięki bogu...
czytasz=komentujesz
niedziela, 16 listopada 2014
4. Masz cierpieć!
*Rachel's POV*
Po kolejnym męczącym dniu szkoły, wreszcie mogłam wrócić do domu. Pod szkołą pożegnałam się z Jace, po czym ruszyłam dobrze znaną mi już drogą. Włożyłam słuchawki w uszy, z których po chwili popłynęła moja ulubiona muzyka. Dostałam wiadomość od Grace, w której wysłała mi prześmieszne zdjęcie z osobami z mojej starej klasy. Roześmiana, zaczęłam jej odpisywać. Poczułam mocne szarpnięcie, poczułam jak ktoś nakłada na moją głowę materiałowy worek. Zostałam mocno posadzona z na kanapie, usłyszałam trzaśnięcie drzwi, i ruszyliśmy z dużym odrzutem.
-Co się dzieje? Knight, jak to kurwa ty, to przysięgam, że nie r...- Zaczęłam przerażona, ale nieznany mi głos przerwał moją wypowiedź.
-Proszę, proszę. Jaka ta ptaszyna rozgadana.- Skończył ze śmiechem.
-To nie Knight, to twój najgorszy sen.- Powiedział kolejny głos, po czym zostałam uderzona czymś twardym w głowę, i zemdlałam.
*Calum's POV*
Siedziałem jak zwykle w swoim pokoju, i grałem na gitarze. Nikt o tym nie wie. Bo przecież każdy chłopak, który gra na tym instrumencie, to cipa, pizda, gej, pedał... Nagle do mojego pokoju wleciał Aaron.
-Kurwa stary porwali ją! Streszczaj dupę, jedziemy.- Odłożyłem instrument, i zeszłem na dół za nim. Reszta gangu też tu była. Franc, JC, Corey, Tyler i Dylan stali przy stole, przy którym Nash już coś tłumaczył.
-Okej, skoro wszyscy już tu jesteście, to tłumaczę. Dylan pilnuje wszystkiego na radarze, Franc informuje o atakach, JC- broń i amunicja, a Corey, Tyler, Calum i Aaron jadą po Rachel. Uważajcie na siebie.- Skończył, ruszyliśmy po broń przygotowaną wcześniej przez JC, i wsiedliśmy do samochodu.
*Rachel's POV*
Zostałam obudzona wiadrem zimnej wody. Przerażona, zobaczyłam trzech chłopaków. Ich przeszywający wzrok przerażał mnie jak nic. Nagle jeden z nich krzyknął na mnie "BU!!", na co się podskoczyłam z przerażeniem. Wybuchli niekontrolowanym śmiechem, co sprawiło u mnie pojawienie się gorzkiej łzy.
Nie płacz. Nie płacz. Cholera, nie płacz!
-Ojeju, nasza mała ptaszynka płacze. Wybacz, ale musimy wyrównać stare rachunki, które nabił twój ojciec.- Powiedział, i wyjął z kieszeni pistolet, który przeładował, i przyłożył do mojej skroni. Obserwowałam każdy jego ruch, i z przerażenie nie byłam w stanie się poruszyć. Łzy leciały z moich oczu, jak górski, rwący potok. Kiedy, jak myślę, pociągnąć za spust, usłyszeliśmy pisk opon. Chłopak wyjrzała za zasłonięte okno, i przeklął pod nosem.
-Kurwa, przyjechali tutaj! Bierzcie spluwy, a ja się ją zajmę.- Dwaj chłopacy, wyszli z pokoju, i usłyszałam strzały. Przerażona chciałam zasłonić uszy, byle nie słyszeć tego potwornego odgłosu. Jednak nie mogłam tego zrobić- miałam ręce zawiązane szorstkim sznurem. Nieznajomy zaczął mnie okrążać.
-Masz cierpieć. Masz zdychać jak kulawy, bezdomny pies! Masz zapłacić, za to co zrobił twój biologiczny ojciec. Ten kutas wjebał nas w głębokie bagno, wiesz? I teraz, za to zapłacisz, suko.- Zatrzymał się, i wymierzył w tył mej głowy. Usłyszałam dźwięk tłuczącego się szkła, głośny świst obok mnie. Ciało chłopaka bezwładnie opadło na podłogę, i ujrzałam kałużę krwi. Z przerażeniem, próbowałam obezwładnić się ze sznura, jednak na marne. Drzwi gwałtownie się otworzyły, a w nich ujrzałam Caluma. Chłopak pomógł mi w obezwładnieniu się, i zeszliśmy na dół. Kiedy przechodziliśmy przez dom, wszędzie były ślady krwi. Szybko ruszyliśmy do auta, którym pojechaliśmy do tej samej opuszczonej fabryki, do której zawiózł mnie Knight ostatnim razem. Dostałam wiadomość.
Od: Nieznany
"To jeszcze nie koniec."
niedziela, 9 listopada 2014
Trailer?!
W weekend tak trochę mi się nudziło, i postanowiłam pobawić się na Movie Makerze, i tak oto powstał trailer do "Born to Darknes"! Jestem z siebie dumna(: (wiem jak to pysznie brzmi, ale #sorrynotsorry)
Link: *klik*
____________________________________
Powiedzcie w komentarzach, co myślicie o trailerze, i ogólnie o ff.(:
3. Możesz mi ufać.
*Parę dni później*
Skończyłam wcześniej, bo jakiś lekcji nie mieliśmy. Z paroma osobami, w którymi mam lekcje zaczęłam się jakby kolegować. Jace jest bardzo energiczną, pozytywną osobą. Dużo gada, i znajdujemy wiele wspólnych tematów. Dowiedziałam się od niej, że brat młodszy Caluma, Kit chodzi do tej samej szkoły co my. To właśnie jego widziałam w skateparku. Włożyłam zbędne podręczniki do szafki, i przekroczyłam próg szkoły. Weszłam na chodnik, i poleciałam do tyłu. Uderzyłam głową o bruk, i zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie.
-O cholera, żyjesz? Jesteś cała? Poczekaj, usiądź, ja skołuję lód.- Powiedział chłopak i pojechał w dół ulicy na desce. Po chwili wrócił z reklamówką, wypełnioną oczywiście lodem. Ukucnął przede mną, i delikatnie przyłożył lód do mojej głowy. Kiedy ból nieco uszedł, spojrzałam na chłopaka. Kit Knight w samej osobie.
-Już Cię mniej boli? Możesz chodzić? Może zawieść Cię na pogotowie?-
-Nie, dziękuję. Ja już lepiej pójdę do domu.- Powiedziałam wstając, jednak upadłam spektakularnie na to samo miejsce.
-Chyba lepiej będzie, jak cię odprowadzę.- Powiedział uśmiechając się. Pomógł mi wstać, i powoli ruszyliśmy ulicą. Po jakimś czasie byliśmy pod blokiem, chłopak otworzył mi drzwi, i weszliśmy do windy. Kiedy winda zatrzymała się na moim piętrze, zaprowadził mnie pod drzwi.
-Dziękuję za pomoc.- Powiedziałam odkluczając drzwi.
-Nie ma za co. Jak się nazywasz?-
-Rachel, a Ty?- Znałam jego imię, ale nie chciałam wyjść na stalkera.
-Jestem Kit.- odparł z uśmiechem.- Czy mogę twój numer telefonu?- podałam chłopakowi mój numer telefonu, po czym pożegnaliśmy się. W domu zrzuciłam buty ze zmęczonych nóg, i padłam na łóżko plackiem. Nadal mnie głowa bolała, więc poszłam do kuchni po tabletkę przeciwbólową. Wyjęłam lek z pudełka i poszłam do lodówki po wodę. Zatrzymałam się nagle, bo na lodówce była przyklejona kartka z napisem
"Lepiej trzymaj się z dala od Kit'a. xx"
Rodzice na pewno tego nie napisali. Ktoś był w moim domu. Przerażona podarłam karteczkę, i wyrzuciłam ją do kosza.
-Koniecznie muszę iść? Nikogo nie znam.- Przeciągnęłam kiedy Calum wyciągnął mnie z domu. Mam iść na jakąś imprezę gangu, czy coś.
Nie lubię chodzić na imprezy. Spoceni, pijani ludzie, pocierający się o siebie na parkiecie, do słabej(moim zdaniem) muzyki. Ogólnie pijani i naćpani ludzie mnie przerażają.
Zawiązałam flanelę wokół bioder, i wsiadłam do czarnego BWM. Ruszyliśmy, i z głośników znowu poleciała głośna muzyka.
-Możesz to trochę ściszyć?- Próbowałam przekrzyczeć piosenkę.
-Przepraszam, ale nie mogę cię usłyszeć. To pewnie przez tą muzykę.- Odparł z chamskim uśmieszkiem. Zrezygnowana, odwróciłam się do okna, i obserwowałam las, przez który właśnie przejeżdżamy. Muzyka nieco ucichła, na co uśmiechnęłam się zwycięsko.
Po jakiś 10 minutach jazdy, byliśmy pod dużą posiadłością z wielkim podjazdem, wypełnionym samochodami. Wysiedliśmy, i weszliśmy do środka. Oczywiście, miałam rację. Pijani i naćpani ludzie. Głośna muzyka. Dziwkarsko ubrane kobiety. Napaleni faceci. Calum zniknął gdzieś w tłumie, a ja usiadłam na pustej kanapie. Przeglądałam tumblra, kiedy dostałam wiadomość od Erica. Ucieszyłam się, dawno się do mnie nie odzywał.
"Wybacz, ale z nami koniec."
Wpatrywałam się jak głupia w ekran telefonu, próbując powstrzymać łzy. Ktoś się usiadł na kanapie obok mnie, a ja nawet nie drgnęłam. Dyskretnie wytarłam pojedynczą łzę, i zablokowałam telefon. Zerknęłam na obściskujących się ludzi obok mnie, i zorientowałam się, że to był Calum z jakąś dziewczyną. Spojrzał na mnie w przerwie między "zjadaniem" sobie nawzajem twarzy, i obściskiwania. Uśmiechnął się, i kontynuował swoje zajęcie, które najwyraźniej sprawiało mu przyjemność.
-Ohydne, znajdźcie sobie pokój.- Powiedziałam, kiedy chłopak włożył rękę między nogi dziewczyny. Kiedy zaczęła jęczeć, z obrzydzeniem wyszłam z budynku. Zatrzymałam się przy małym jeziorku, z dala od domu. Byłam pod wrażeniem, jaka ta posiadłość jest wielka. Park, jezioro, pole golfowe, wielki basen, dwa korty tenisowe, boisko do piłki nożnej... Poczułam jak ktoś się do mnie dosiada. Odwróciłam głowę w lewą stronę, i zobaczyłam Kit'a.
-Też nie lubisz takich imprez?- Zapytał.
-Nie, nienawidzę.-
-Chcesz, bym odwiózł Cię do domu? Albo przejść się?- Zaproponował.
-Chętnie bym się przeszła.- Odparłam, po czym oboje wstaliśmy, i zaczęliśmy spacerować.
-Coś Cię trapi, widzę to.-
-To... to nic ważnego.- Powiedziałam, i posmutniałam na wspomnienie naszego pożegnania.
-Jak nie chcesz, to nie musisz mi mówić. Ale mi możesz zaufać.- Powiedział, i potarł moje ramię.
-Nie chcę się żalić, ale mój chłopak, z którym byłam od ponad roku, zerwał ze mną przez sms'a.-
-Walić go. Jak nie ma jaj, i robi to przez głupią wiadomość, to zwyczajnie nie był ciebie wart. Olej go. I wiem, że łatwo tak powiedzieć, ale będzie lepiej, kiedy nie będziesz o min myślała. Jakby co, to masz mój numer, zadzwoń do mnie.- Przystanął, i rozłożył ramiona, bym się przytuliła, co następnie zrobiłam.
-Dziękuję.- Powiedziałam, odsuwając się od chłopaka.
-Masz, widzę, że ci zimno.- Zarzucił na me ramiona swoją skórzaną kurtkę. Potem odwiózł mnie do domu, i pożegnaliśmy się.
poniedziałek, 3 listopada 2014
2. Jak to?
*Rachel POV*
-Jedziemy załatwić sprawy na mieście. Wrócimy późno,obiad masz w lodowce, odgrzej sobie w mikrofali. Jak chcesz, to wyjdź z domu.- powiedziała mama, kiedy weszła do mojego pokoju. Po wyjściu rodziców z domu, puściłam na głos muzykę, i zastanawiałam się co zrobić. Zaczęłam sobie śpiewać, i wpadłam na pomysł. Postawiłam aparat na statywie taty, przebrałam sie z pidżamy w coś bardziej odpowiedniego, czyli podarte dżinsy, biały podkoszulek w kwiatki, i szarą bluzę. Włączyłam nagrywanie, i przywitałam się z kamerą. Postanowiłam, że nagram jak zachowują się typowi ludzie w szkole. Nagrywanie zajęło mi jakąś godzinę, i zaczęłam edytować filmik. Wszystko trwało jakieś dwie godziny, po czym weszłam na youtube, i utworzyłam kanał BoredRachel. Wiem, że stać mnie na wymyślenie lepszej nazwy, ale byłam głodna i chciałam wyjść na dwór. Opublikowałam pierwszy filmik, podesłałam link znajomym, i poszłam zjeść. Odgrzałam lazanię, i zrobiłam sobie jagodowe smoothie, po czym zjadłam to przeglądając instagrama. Włożyłam naczynia do zmywarki, poszłam umyć zęby, i wyszłam z budynku z deskorolką. Przejechałam parę przecznic, skręciłam w prawo, i bryza delikatnie połaskotała moją twarz. Rozejrzałam się za skateparkiem, który rzekomo miał tu być, i zobaczyłam go po lewej stronie. Przejechałam przez pasy, i wjechałam na pierwszą lepszą rampę. Po za mną, była tutaj też grupka chłopaków. Chyba byli zdziwieni, widząc dziewczynę na deskorolce. Jeden z nich był bardzo podobny do chłopaka, który wczoraj uczepił się mnie w sklepie. Ten jednak miał blond włosy z fioletowymi pasemkami, kolczyk w wardze, i dużo mniej tatuaży. Pojeździłam jeszcze z pół godziny, i zaczęło się ściemniać, więc zaczęłam wracać. Zatrzymałam się przed pasami, z zamiarem odpisania na sms'a od Erica. Poczułam stuknięcie w lewe ramię, więc odwróciłam się, nikogo tam nie widząc. Wzruszyłam ramionami, po czym wróciłam w stronę telefonu. A tam zobaczyłam Caluma uśmiechniętego głupkowato.
-Witaj, księżniczko.- zapytał.
-Po pierwsze, to nie jesteśmy na Ty. A po drugie, czego chcesz? -
-Spokojnie, chcę się z tobą tylko na ć..- Wytęrzył wzrok gdzieś za mnie. - Cholera, idź za mną, i zachowuj się normalnie. A co najważniejsze- nie rozglądaj się.- powiedział, pociągając mnie za sobą. Ja jednak się zaparłam, i nie dałam sobą rządzić obcej osobie.
-Czemu?-
-Kurwa, jeśli nie chcesz umrzeć, to ci radzę mnie słuchać. Nawet nie masz pojęcia, jakie Perth jest niebezpieczne.- Powiedział,a ja tym razem poszłam za nim. Schowaliśmy się za budynkiem piekarni, a Calum zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Skorzystałam z okazji, i wybiegłam na ulicę, kierując się do domu. Skręciłam na skrzyżowaniu, ale zostałam pociągnięta do czarnego BMW z przyciemnanymi szybami. Zostałam posadzona, i z przerażeniem, zobaczyłam Caluma, i jakiegoś chłopaka.
-i to o nią takie zamieszanie?- Zapytał nieznajomy.
-Taa. Jedź, nie chcemy by nas namierzyli.- powiedział Calum, rozglądając się.
-skoro jesteśmy na siebie skazani, to chociaż się przedstawię. Troye Knight, brat tego tutaj.- chłopak pokazał palcem na mojego sąsiada.
-Proponuję Ci ruszyć dupę. Ja nie odpowiadam za spóźnienia, a znasz szefa.- powiedział oschle.
Po jakimś czasie wyjechaliśmy. Miasta, i wysiedliśmy przy jakiejś opuszczonej fabryce. Wysiedliśmy, i weszliśmy do starego budynku. Chłopcy przywitali się z jakimiś ludźmi, i przywołali do siebie ręką.
-Jestem Gaz, to Kit, Trevor, Justin i Simon. Miło cię poznać. Witaj w naszej grupie.- Zaśmiał się, i spojrzał po wszystkich. Dopiero teraz poznałam chłopaka ze skateparku, który przyglądał mi się.
-Jestem Rachel. Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co się dzieje, czemu tu jestem?-
-Po to cię tu przywieźliśmy, skarbie. Chodźmy stąd.-
Powiedział Calum, i poszedłam za nim do jakiegoś pokoju. Usiadłam na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Okej. To wiesz, że jesteś adoptowana?- Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową.- Wiesz dlaczego?- pokiwałam na nie.- Twój ojciec należał do najniebezpieczniejszego gangu narkotykowego w Australii. Nie tylko narkotykowego, ale mniejsza z tym. Pewnego razu, pokłócił się z twoją mamą, i wyszedł. Zabili go zaraz pod domem, podobnie zrobili z twoją mamą. Pewnie ty też leżałabyś 4 metry pod ziemią, ale Jade, czyli twoja mama, schowała cię i wezwała policję. Policja nie znalazła morderców, ale wszyscy wiedzą, że to Magcon, nasz prze ukochany gang.- Powiedział z sarkazmem, a ja siedziałam skulona, w szoku. Mogłam nie żyć, mogłam nie żyć, mogłam nie żyć...- Hej, ale z nami jesteś bezpieczna. Ja się tobą zaopiekuję.- Powiedział uśmiechając się, nie tym drwiącym, chamskim uśmiechem, ale takim pięknym, delikatnym.
-Nie znam Cię, skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać?-
-Tak, że pomogłem ci w sklepie. I uratowałem życie.- Powiedział dumnie, irytując mnie.
-Ok, muszę już wracać do domu. Odwieź mnie.- powiedziałam, wychodząc z pokoju, i idąc do auta. Miałam wsiąść do pojazdu, ale czyjaś ręka zatrzymała mnie.
-Nie, pojedziemy moim samochodem.- Powiedział Calum, a ja poszłam za nim do małej kanciapy. Wchodząc, zobaczyłam windę, do której wsiedliśmy, i zjechaliśmy na -3(!) piętro. Wychodząc z windy, chłopak wyjął kluczyk z bykiem, i nacisnął na niego. Pikanie usłyszałam po prawej stronie. Wsiedliśmy do czarnego matowego Lamborghini, i od razu uderzyła rockowa muzyka. Rozpoznałam Nirvanę. Wyjechaliśmy z piskiem opon z garażu, wjeżdżając na ruchliwą ulicę.
-A-ale jak? Przecież..- Wyskomlałam zszokowana. Calum uśmiechnął się po nosem.
-Jeszcze nic o tym mieście nie wiesz, skarbie.-
-Calum, w swoim bloku jestem chyba już bezpieczna. Nie musisz mnie tak niańczyć.- Powiedziałam zirytowana naciskając numer mojego piętra. Kiedy drzwi windy otworzyły się, weszłam do windy, a za mną chłopak. Wjechaliśmy na piętro, i wyszłam z windy, idąc w stronę drzwi mojego mieszkania. Weszłam do domu, żegnając się z chłopakiem, który nadal za mną szedł. Na szczęście rodziców nie było. Knight sprawdził mieszkanie, zwłaszcza mój pokój.
-Już?? Chcę iść spać.- Powiedziałam przeciągając.
-Może Cię ululać?- Zapytał puszczając oczko. Mega zdenerwowana, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, i poszłam do pokoju, padnięta zasypiając na łóżku.
-Jedziemy załatwić sprawy na mieście. Wrócimy późno,obiad masz w lodowce, odgrzej sobie w mikrofali. Jak chcesz, to wyjdź z domu.- powiedziała mama, kiedy weszła do mojego pokoju. Po wyjściu rodziców z domu, puściłam na głos muzykę, i zastanawiałam się co zrobić. Zaczęłam sobie śpiewać, i wpadłam na pomysł. Postawiłam aparat na statywie taty, przebrałam sie z pidżamy w coś bardziej odpowiedniego, czyli podarte dżinsy, biały podkoszulek w kwiatki, i szarą bluzę. Włączyłam nagrywanie, i przywitałam się z kamerą. Postanowiłam, że nagram jak zachowują się typowi ludzie w szkole. Nagrywanie zajęło mi jakąś godzinę, i zaczęłam edytować filmik. Wszystko trwało jakieś dwie godziny, po czym weszłam na youtube, i utworzyłam kanał BoredRachel. Wiem, że stać mnie na wymyślenie lepszej nazwy, ale byłam głodna i chciałam wyjść na dwór. Opublikowałam pierwszy filmik, podesłałam link znajomym, i poszłam zjeść. Odgrzałam lazanię, i zrobiłam sobie jagodowe smoothie, po czym zjadłam to przeglądając instagrama. Włożyłam naczynia do zmywarki, poszłam umyć zęby, i wyszłam z budynku z deskorolką. Przejechałam parę przecznic, skręciłam w prawo, i bryza delikatnie połaskotała moją twarz. Rozejrzałam się za skateparkiem, który rzekomo miał tu być, i zobaczyłam go po lewej stronie. Przejechałam przez pasy, i wjechałam na pierwszą lepszą rampę. Po za mną, była tutaj też grupka chłopaków. Chyba byli zdziwieni, widząc dziewczynę na deskorolce. Jeden z nich był bardzo podobny do chłopaka, który wczoraj uczepił się mnie w sklepie. Ten jednak miał blond włosy z fioletowymi pasemkami, kolczyk w wardze, i dużo mniej tatuaży. Pojeździłam jeszcze z pół godziny, i zaczęło się ściemniać, więc zaczęłam wracać. Zatrzymałam się przed pasami, z zamiarem odpisania na sms'a od Erica. Poczułam stuknięcie w lewe ramię, więc odwróciłam się, nikogo tam nie widząc. Wzruszyłam ramionami, po czym wróciłam w stronę telefonu. A tam zobaczyłam Caluma uśmiechniętego głupkowato.
-Witaj, księżniczko.- zapytał.
-Po pierwsze, to nie jesteśmy na Ty. A po drugie, czego chcesz? -
-Spokojnie, chcę się z tobą tylko na ć..- Wytęrzył wzrok gdzieś za mnie. - Cholera, idź za mną, i zachowuj się normalnie. A co najważniejsze- nie rozglądaj się.- powiedział, pociągając mnie za sobą. Ja jednak się zaparłam, i nie dałam sobą rządzić obcej osobie.
-Czemu?-
-Kurwa, jeśli nie chcesz umrzeć, to ci radzę mnie słuchać. Nawet nie masz pojęcia, jakie Perth jest niebezpieczne.- Powiedział,a ja tym razem poszłam za nim. Schowaliśmy się za budynkiem piekarni, a Calum zaczął rozmawiać z kimś przez telefon. Skorzystałam z okazji, i wybiegłam na ulicę, kierując się do domu. Skręciłam na skrzyżowaniu, ale zostałam pociągnięta do czarnego BMW z przyciemnanymi szybami. Zostałam posadzona, i z przerażeniem, zobaczyłam Caluma, i jakiegoś chłopaka.
-i to o nią takie zamieszanie?- Zapytał nieznajomy.
-Taa. Jedź, nie chcemy by nas namierzyli.- powiedział Calum, rozglądając się.
-skoro jesteśmy na siebie skazani, to chociaż się przedstawię. Troye Knight, brat tego tutaj.- chłopak pokazał palcem na mojego sąsiada.
-Proponuję Ci ruszyć dupę. Ja nie odpowiadam za spóźnienia, a znasz szefa.- powiedział oschle.
Po jakimś czasie wyjechaliśmy. Miasta, i wysiedliśmy przy jakiejś opuszczonej fabryce. Wysiedliśmy, i weszliśmy do starego budynku. Chłopcy przywitali się z jakimiś ludźmi, i przywołali do siebie ręką.
-Jestem Gaz, to Kit, Trevor, Justin i Simon. Miło cię poznać. Witaj w naszej grupie.- Zaśmiał się, i spojrzał po wszystkich. Dopiero teraz poznałam chłopaka ze skateparku, który przyglądał mi się.
-Jestem Rachel. Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co się dzieje, czemu tu jestem?-
-Po to cię tu przywieźliśmy, skarbie. Chodźmy stąd.-
Powiedział Calum, i poszedłam za nim do jakiegoś pokoju. Usiadłam na krześle i czekałam na wyjaśnienia.
-Okej. To wiesz, że jesteś adoptowana?- Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową.- Wiesz dlaczego?- pokiwałam na nie.- Twój ojciec należał do najniebezpieczniejszego gangu narkotykowego w Australii. Nie tylko narkotykowego, ale mniejsza z tym. Pewnego razu, pokłócił się z twoją mamą, i wyszedł. Zabili go zaraz pod domem, podobnie zrobili z twoją mamą. Pewnie ty też leżałabyś 4 metry pod ziemią, ale Jade, czyli twoja mama, schowała cię i wezwała policję. Policja nie znalazła morderców, ale wszyscy wiedzą, że to Magcon, nasz prze ukochany gang.- Powiedział z sarkazmem, a ja siedziałam skulona, w szoku. Mogłam nie żyć, mogłam nie żyć, mogłam nie żyć...- Hej, ale z nami jesteś bezpieczna. Ja się tobą zaopiekuję.- Powiedział uśmiechając się, nie tym drwiącym, chamskim uśmiechem, ale takim pięknym, delikatnym.
-Nie znam Cię, skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać?-
-Tak, że pomogłem ci w sklepie. I uratowałem życie.- Powiedział dumnie, irytując mnie.
-Ok, muszę już wracać do domu. Odwieź mnie.- powiedziałam, wychodząc z pokoju, i idąc do auta. Miałam wsiąść do pojazdu, ale czyjaś ręka zatrzymała mnie.
-Nie, pojedziemy moim samochodem.- Powiedział Calum, a ja poszłam za nim do małej kanciapy. Wchodząc, zobaczyłam windę, do której wsiedliśmy, i zjechaliśmy na -3(!) piętro. Wychodząc z windy, chłopak wyjął kluczyk z bykiem, i nacisnął na niego. Pikanie usłyszałam po prawej stronie. Wsiedliśmy do czarnego matowego Lamborghini, i od razu uderzyła rockowa muzyka. Rozpoznałam Nirvanę. Wyjechaliśmy z piskiem opon z garażu, wjeżdżając na ruchliwą ulicę.
-A-ale jak? Przecież..- Wyskomlałam zszokowana. Calum uśmiechnął się po nosem.
-Jeszcze nic o tym mieście nie wiesz, skarbie.-
-Calum, w swoim bloku jestem chyba już bezpieczna. Nie musisz mnie tak niańczyć.- Powiedziałam zirytowana naciskając numer mojego piętra. Kiedy drzwi windy otworzyły się, weszłam do windy, a za mną chłopak. Wjechaliśmy na piętro, i wyszłam z windy, idąc w stronę drzwi mojego mieszkania. Weszłam do domu, żegnając się z chłopakiem, który nadal za mną szedł. Na szczęście rodziców nie było. Knight sprawdził mieszkanie, zwłaszcza mój pokój.
-Już?? Chcę iść spać.- Powiedziałam przeciągając.
-Może Cię ululać?- Zapytał puszczając oczko. Mega zdenerwowana, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, i poszłam do pokoju, padnięta zasypiając na łóżku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)