niedziela, 9 listopada 2014

3. Możesz mi ufać.




      *Parę dni później*
Skończyłam wcześniej, bo jakiś lekcji nie mieliśmy. Z paroma osobami, w którymi mam lekcje zaczęłam się jakby kolegować. Jace jest bardzo energiczną, pozytywną osobą. Dużo gada, i znajdujemy wiele wspólnych tematów. Dowiedziałam się od niej, że brat młodszy Caluma, Kit chodzi do tej samej szkoły co my. To właśnie jego widziałam w skateparku. Włożyłam zbędne podręczniki do szafki, i przekroczyłam próg szkoły. Weszłam na chodnik, i poleciałam do tyłu. Uderzyłam głową o bruk, i zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie. 
-O cholera, żyjesz? Jesteś cała? Poczekaj, usiądź, ja skołuję lód.- Powiedział chłopak i pojechał w dół ulicy na desce. Po chwili wrócił z reklamówką, wypełnioną oczywiście lodem. Ukucnął przede mną, i delikatnie przyłożył lód do mojej głowy. Kiedy ból nieco uszedł, spojrzałam na chłopaka. Kit Knight w samej osobie. 
-Już Cię mniej boli? Możesz chodzić? Może zawieść Cię na pogotowie?-
-Nie, dziękuję. Ja już lepiej pójdę do domu.- Powiedziałam wstając, jednak upadłam spektakularnie na to samo miejsce.
-Chyba lepiej będzie, jak cię odprowadzę.- Powiedział uśmiechając się. Pomógł mi wstać, i powoli ruszyliśmy ulicą. Po jakimś czasie byliśmy pod blokiem, chłopak otworzył mi drzwi, i weszliśmy do windy. Kiedy winda zatrzymała się na moim piętrze, zaprowadził mnie pod drzwi. 
-Dziękuję za pomoc.- Powiedziałam odkluczając drzwi.
-Nie ma za co. Jak się nazywasz?-
-Rachel, a Ty?- Znałam jego imię, ale nie chciałam wyjść na stalkera.
-Jestem Kit.- odparł z uśmiechem.- Czy mogę twój numer telefonu?- podałam chłopakowi mój numer telefonu, po czym pożegnaliśmy się. W domu zrzuciłam buty ze zmęczonych nóg, i padłam na łóżko plackiem. Nadal mnie głowa bolała, więc poszłam do kuchni po tabletkę przeciwbólową. Wyjęłam lek z pudełka i poszłam do lodówki po wodę. Zatrzymałam się nagle, bo na lodówce była przyklejona kartka z napisem
"Lepiej trzymaj się z dala od Kit'a. xx"
Rodzice na pewno tego nie napisali. Ktoś był w moim domu. Przerażona podarłam karteczkę, i wyrzuciłam ją do kosza.


*parę dni później*
-Koniecznie muszę iść? Nikogo nie znam.- Przeciągnęłam kiedy Calum wyciągnął mnie z domu. Mam iść na jakąś imprezę gangu, czy coś.
 Nie lubię chodzić na imprezy. Spoceni, pijani ludzie, pocierający się o siebie na parkiecie, do słabej(moim zdaniem) muzyki. Ogólnie pijani i naćpani ludzie mnie przerażają. 
Zawiązałam flanelę wokół bioder, i wsiadłam do czarnego BWM. Ruszyliśmy, i z głośników znowu poleciała głośna muzyka.
-Możesz to trochę ściszyć?- Próbowałam przekrzyczeć piosenkę.
-Przepraszam, ale nie mogę cię usłyszeć. To pewnie przez tą muzykę.- Odparł z chamskim uśmieszkiem. Zrezygnowana, odwróciłam się do okna, i obserwowałam las, przez który właśnie przejeżdżamy. Muzyka nieco ucichła, na co uśmiechnęłam się zwycięsko.
Po jakiś 10 minutach jazdy, byliśmy pod dużą posiadłością z wielkim podjazdem, wypełnionym samochodami. Wysiedliśmy, i weszliśmy do środka. Oczywiście, miałam rację. Pijani i naćpani ludzie. Głośna muzyka. Dziwkarsko ubrane kobiety. Napaleni faceci. Calum zniknął gdzieś w tłumie, a ja usiadłam na pustej kanapie. Przeglądałam tumblra, kiedy dostałam wiadomość od Erica. Ucieszyłam się, dawno się do mnie nie odzywał.

"Wybacz, ale z nami koniec." 

Wpatrywałam się jak głupia w ekran telefonu, próbując powstrzymać łzy. Ktoś się usiadł na kanapie obok mnie, a ja nawet nie drgnęłam. Dyskretnie wytarłam pojedynczą łzę, i zablokowałam telefon. Zerknęłam na obściskujących się ludzi obok mnie, i zorientowałam się, że to był Calum z jakąś dziewczyną. Spojrzał na mnie w przerwie między "zjadaniem" sobie nawzajem twarzy, i obściskiwania. Uśmiechnął się, i kontynuował swoje zajęcie, które najwyraźniej sprawiało mu przyjemność. 
-Ohydne, znajdźcie sobie pokój.- Powiedziałam, kiedy chłopak włożył rękę między nogi dziewczyny. Kiedy zaczęła jęczeć, z obrzydzeniem wyszłam z budynku. Zatrzymałam się przy małym jeziorku, z dala od domu. Byłam pod wrażeniem, jaka ta posiadłość jest wielka. Park, jezioro, pole golfowe, wielki basen, dwa korty tenisowe, boisko do piłki nożnej... Poczułam jak ktoś się do mnie dosiada. Odwróciłam głowę w lewą stronę, i zobaczyłam Kit'a. 
-Też nie lubisz takich imprez?- Zapytał.
-Nie, nienawidzę.-
-Chcesz, bym odwiózł Cię do domu? Albo przejść się?- Zaproponował.
-Chętnie bym się przeszła.- Odparłam, po czym oboje wstaliśmy, i zaczęliśmy spacerować. 
-Coś Cię trapi, widzę to.-
-To... to nic ważnego.- Powiedziałam, i posmutniałam na wspomnienie naszego pożegnania.
-Jak nie chcesz, to nie musisz mi mówić. Ale mi możesz zaufać.- Powiedział, i potarł moje ramię.
-Nie chcę się żalić, ale mój chłopak, z którym byłam od ponad roku, zerwał ze mną przez sms'a.-
-Walić go. Jak nie ma jaj, i robi to przez głupią wiadomość, to zwyczajnie nie był ciebie wart. Olej go. I wiem, że łatwo tak powiedzieć, ale będzie lepiej, kiedy nie będziesz o min myślała. Jakby co, to masz mój numer, zadzwoń do mnie.- Przystanął, i rozłożył ramiona, bym się przytuliła, co następnie zrobiłam.
-Dziękuję.- Powiedziałam, odsuwając się od chłopaka. 
-Masz, widzę, że ci zimno.- Zarzucił na me ramiona swoją skórzaną kurtkę. Potem odwiózł mnie do domu, i pożegnaliśmy się. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz