*Rachel POV*
Taksówka zabrała nas spod lotniska, i zatrzymała pod nowoczesnym blokiem w centrum(tak mi się przynajmniej wydaje) Perth. Wysiadłam z pojazdu, i poczekałam aż tata wyjmie moje rzeczy. Po 10 minutach jechaliśmy windą na 11 piętro. Trochę wysoko. Bardzo swędziało mnie zgięcie łokcia, pewnie komar mnie ugryzł. Wysiedliśmy w windy, i skierowaliśmy się za tatą pod drzwi numer 649. Odkluczył piękne dębowe drzwi, i weszliśmy do naszego nowego mieszkania. Było bardzo nowoczesne, przestronne i z wstawkami vintage, np. stara sofa w salonie, czy złote lustro w przedpokoju.
-Rachel, twój pokój znajduje się na końcu korytarza po lewej stronie- Usłyszałam mamę, i skierowałam swoje kroki tam gdzie zostałam poinformowana. Popchnęłam drzwi, i ujrzałam pokój moich najskrytszych marzeń. Granatowe ściany, drewniana podłoga, białe meble, wielkie łóżko ułożone milionem poduszek, przestronna garderoba i co najważniejsze, balkon. Postawiłam walizkę i część pudeł w drzwiach, i otworzyłam balkon. Wyszłam na zewnątrz, i zobaczyłam duży park, z jakimś jeziorkiem. Jak na centrum miasta, jest wyjątkowo cicho. Usiadłam na ławeczce, i wysłałam znajomym i Ericowi zdjęcie na snapie. Zrobiło się mi trochę zimno, więc weszłam do środka, zamykając drzwi balkonowe. Walnęłam się plackiem na łóżko, bo jak można obok takiego idealnie wyglądającego łoża przejść, nie sprawdzając jak wygodne jest? Później sprawdziłam wielkość garderoby, i doznałam szoku. Otóż małe drzwiczki, skrywały schody, po których wchodzi się do raju każdej dziewczyny. Nawet mnie. Gigantyczna szafa była w większości przepełniona przesłodkimi sukienkami w kolorach pastelowych i szpilek. Niestety, ale nie moja bajka. Po drugiej stronie stała duża toaletka, również bogato wypełniona, i łazienka. Zeszłam na dół, i położyłam deskorolkę przy biurku. Walizkę wniosłam na górę, i zawiesiłam wszystkie ubrania, czyli 6 par niezniszczalnych rurek, jakieś zwykłe podkoszulki, bluzy(w tym jedna Eric'a), i dwie pary vansów. Zeszłam ponownie na dół, i zaczęłam rozpakowywać kartony ze zdjęć, pamiątek, i innych dupereli. Tradycyjnie, powiesiłam lampki świąteczne nad ramą łóżka, a drugi sznur wzdłuż okna. Zaczęłam przypinać zdjęcia na suficie, ale przeszkodziła mi mama, prosząc mnie o pójście do sklepu.
-Jeśli oczywiście nie jesteś zmęczona...- Dodała, na co zaprzeczyłam jej. Włożyłam telefon(z obowiązkowymi słuchawkami), deskę, listę zakupów i pieniądze, po czym wyszłam z mieszkania, a następnie z budynku. Postawiłam deskorolkę na chodniku, i odepchnęłam się parę razy. Ze słuchawek oczywiście leciał Aftermovie z Tomorrowland'u 2013, klasyka. Zatrzymałam się tuż pod spożywczakiem niedaleko, i wzięłam koszyk, który wkrótce był zapełniony chlebem, sałatą, pomidorami, serem, i butelką mleka. Zostało mi jeszcze pudełko płatków. Niestety, przy moich 160 cm wzrostu, dostanie się do ostatniej półki to nic łatwego. Spróbowałam podskoczyć, jednak na marne.
-Daj, ja ci pomogę.- Usłyszałam obok siebie głos z silnym australijskim akcentem. Chłopak bez najmniejszego problemu wyciągnął rękę, i złapał te cholerne płatki. Już chciałam wziąć od niego pudełko i podziękować, ale od odsunął je z poza mojego zasięgu.
-Jak masz na imię?- Zapytał opierając się nonszalancko o półkę.
-Rachel, dzięki za pomoc, ale muszę już iść.- Po raz kolejny nie udała mi się próba odzyskania płatków. Chłopak z pewnością siebie zachichotał.
-Jestem Calum, jesteś tu chyba nowa co?-
-Tak, jestem nowa, i muszę już lecieć, więc proszę cię, oddaj mi te cholerne pudełko.- Powiedziałam coraz bardziej zirytowana zachowaniem chłopaka. Zwłaszcza, że zaczął się kretyńsko śmiać. Miał dużo tatuaży i piercing, nie lubię takich ludzi.
-Co tam słuchasz?- Złapał jedną słuchawkę, i wsłuchał się w piosenkę.- Łee, skarbie, nie wiesz co to dobra muzyka. Te tanie ścierwo, to nic w porówn-- Przerwałam mu.
-Mam w dupie ten twój wywód na temat 'prawdziwej muzyki'.- Wyrwałam mu pudełko, i ruszyłam czym prędzej do kasy. Dodatkowo mnie zirytował, bo mnie podrywał. Co za zarozumiały typ? Za kogo on się niby uważa? Zapłaciłam, i pojechałam z powrotem do apartamentowca, mijając owego Caluma po drodze. Po krótkiej jeździe windą, weszłam do mieszkania, i postawiłam zakupy i resztę na blacie stołu.
-Rachel, mamy dla ciebie jeszcze trzy niespodzianki. Czekają na ciebie w pokoju.- Powiedziała z uśmiechem mama. Czym prędzej weszłam do pokoju, i zobaczyłam trzy paczki na łóżku. Odpakowałam jedną, którą okazała się lustrzanka o której trajkotałam rodzicom od co najmniej pół roku. Następna była nieco mniejsza, i był to nowy iPhone6. Kiedy otarłam łzy szczęścia, i wróciłam z przytulania rodziców i dziękowania im, wzięłam się za ostatnią, największą paczkę. Podekscytowana rozerwałam papier, i zobaczyłam komputer stacjonarny Mac'a. Z wrażenia padła mi szczęka. Po raz kolejny pobiegłam do rodziców, i podziękowałam im. Dochodziła 23, więc poszłam wziąć prysznic, i położyłam się w łóżku, przeglądając nowy telefon. Po położeniu się, poczułam coś pod plecami. Odłożyłam telefon na szafkę nocną, i wymacałam przedmiot. Był to nabój zawinięty w papier, na którym było napisane:
'Może ci się przydać.
Jeśli przeżyjesz dłużej niż dwa miesiące,
To masz pieprzone szczęście, suko.'

